Wywiad z Witoldem Mazurem

Autor: 
Aleksandra Szymkiewicz
mazur2.jpg

Witold Mazur – były polski łyżwiarz szybki, wielokrotny medalista Mistrzostw Polski, reprezentant Polski. Absolwent AWF w Krakowie. Jest trenerem II klasy. W czerwcu 2012 wygrał konkurs na stanowisko trenera głównego szkolenia kobiet, ogłoszony przez Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego. Pełnił tę funkcję do maja 2013 roku. Aktualnie jest trenerem współpracującym w kadrze panczenistek oraz trenerem klubu wrotkarskiego UKS ORLICA w Dusznikach-Zdroju. Jako jedna z jego podopiecznych miałam zaszczyt przeprowadzić z Nim wywiad. Dla mnie jest panczenistą, trenerem oraz osobą, która jako pierwsza wdrożyła mnie w świat wrotkarstwa szybkiego, nauczyła techniki odpowiedniej do tego sportu i sprawiła, że pokochałam tę dyscyplinę i poświęciłam jej całe swoje dzieciństwo oraz początki wieku nastoletniego.

- Jak zaczęła się Pańska przygoda z łyżwiarstwem szybkim? Kto namówił Pana do uprawiania tego sportu?
- Nauczyciel w-f w mojej szkole podstawowej był również trenerem łyżwiarstwa szybkiego w klubie i organizował nabór wśród uczniów 4. klasy podstawówki i tak w 1984 jako 11-latek trafiłem do klubu.

- Jaki był Pana największy cel, który Pan sobie obrał i czy osiągnął go Pan?
- Cele w łyżwiarstwie pojawiały się stopniowo, w miarę powiedzenia „apetyt rośnie w miarę jedzenia...”. I tak celem najpierw było „złamanie” minuty w wyścigu na 500m, potem udział w zawodach ogólnopolskich, potem medale Mistrzostw Polski, potem zawody międzynarodowe, Puchary Świata i Mistrzostwa Świata, a na koniec celem były Igrzyska Olimpijskie – tego ostatniego celu nie udało mi się niestety zrealizować.

- Od kiedy wkroczył Pan również w świat wrotkarstwa szybkiego? Doskonale pamiętam, że gdy zaczynałam uprawiać ten sport, czyli w roku 2004, był Pan czynnym zawodnikiem tej dyscypliny. Każdy z zawodników podziwiał Pana za styl jazdy oraz siłę, jaką Pan posiada. Był Pan bez wątpienia naszym idolem i wzorem do naśladowania. Ale zawsze mnie to ciekawiło – jak to się stało, że z panczenisty stał się Pan rolkarzem?
- Panczeniści latem trenują sporo na rolkach i akurat w tym rodzaju treningu byłem bardzo dobry, a dodatkowo styl rozgrywania zawodów rolkowych bardzo mi odpowiadał, więc postanowiłem spróbować swoich sił na rolkach. Poszło dobrze i tak już zostało......W Polsce wrotkarstwo jest obecne od 1995 roku i od początków tego sportu byłem w nim bardzo aktywny.

- Jakie są Pana dalsze trenerskie plany?
- Moje plany zawodowo-trenerskie na najbliższe lata to praca w łyżwiarstwie szybkim, co najmniej do Igrzysk Olimpijskich w Pyongchang w 2018. Jeśli chodzi o wrotkarstwo - rolki to moje hobby. Chciałbym pracować, jako trener tak długo, jak będzie to możliwe.

- Czy bycie trenerem kadry narodowej panczenistek było Pańskim marzeniem/celem?
- Nie. Moim celem była praca w łyżwiarstwie na wysokim, zawodniczym poziomie, a zostanie trenerem kadry kobiet było zbiegiem okoliczności i postanowiłem go wykorzystać i spróbować swoich sił w tej roli.

- Od kiedy pełni Pan tę funkcję?
- Od maja 2012 pracowałem, jako trener główny, a w sezonie 2013/14 jako trener współpracujący w kadrze panczenistek.

- Czy to wydarzenie obróciło Pańskie życia o 180 stopni? Co się zmieniło?
- Stwierdzenie, że fakt pracy, jako trener kadry obróciło moje życie o 180 stopni jest nie do końca prawdziwe i odzwierciedlające stan faktyczny. Przecież dalej pracuję w sporcie, dalej jestem trenerem-tylko mam mniej czasu wolnego i więcej przebywam poza domem – co jest niewątpliwie minusem pracy z zawodnikami kadry.

- Jakie to było przeżycie, gdy został Pan odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego? Co Pan wtedy czuł?
- To było moje pierwsze państwowe odznaczenie, więc na pewno to miłe i przyjemne odczucia. Ale prawdę mówiąc, uczucie, kiedy jako trener widzę zawodnika wygrywającego lub osiągającego inny, znaczący wynik, jest znacznie bardziej przyjemne niż gala i odznaczenia.

- Skąd nabrał Pan doświadczenia trenerskiego? Czy jest ktoś, kim się Pan inspirował lub wciąż inspiruje?
- Długi czas z różnych powodów trenowałem sam, zbierając bogate doświadczenia. Byłem dla siebie trenerem i zawsze myślałem, że fajnie byłoby kiedyś te doświadczenia przekazać innym. Podglądam pracę wielu trenerów. Największy szacunek wzbudzają we mnie szkoleniowcy mający własną wizję i swoją filozofię, którą zarażają swoich podopiecznych.

- Jednego dnia jest Pan trenerem kilkuletnich dzieci, które uczy Pan podstaw techniki wrotkarskiej, a drugiego, trenuje Pan dorosłe kobiety, uczestniczy Pan w Olimpiadzie, gdzie Pańskie podopieczne zdobywają medal. Z kim praca jest trudniejsza i która daje Panu większą satysfakcję?
- Praca z zawodnikami na różnych poziomach zaawansowania sportowego jest rozwijająca i dająca wiele doświadczeń trenerowi. Moim zdaniem te obie role są wymagające, choć bez wątpienia występy podopiecznych na Igrzyskach Olimpijskich są o wiele bardziej stresujące.

- Czy uważa Pan, że wrotkarstwo szybkie ma szansę, aby stać się sportem olimpijskim?
- Niezmiennie mam taką nadzieję, bo to piękny i bardzo masowy sport, łatwy w uprawianiu i dostępny dla wielu. Jednak system dodawania nowych dyscyplin do programu olimpijskiego jest bardzo skomplikowany i czasochłonny. Na razie rolki zrobiły pierwszy krok. Podczas Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w Naijning 2014 jazda szybka na rolkach będzie dyscypliną pokazową, co w procedurze olimpijskiej jest pierwszym etapem do miana przyszłej oficjalnej konkurencji olimpijskiej.

- Jak Pan myśli, co mogłoby wypromować wrotkarstwo lub sprawić, aby w naszym kraju było więcej obiektów do uprawiania tego sportu?
- Potrzebne są inwestycje na poziomie samorządów, bezpieczne miejsca do uprawiania wrotkarstwa, co w porównaniu z innymi dyscyplinami sportu nie jest sporym wyzwaniem finansowym. Myślę, że potrzebne jest zaangażowanie wybitnych zawodników, być może z łyżwiarstwa szybkiego, do promocji wrotkarstwa. Dobrym przykładem jest Zbigniew Bródka – mistrz olimpijski z Sochi, który został ambasadorem World Games 2017 (Igrzyska Sportów Nieolimpijskich) we Wrocławiu.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.
- Dziękuję.

Foto: wspólne zdjęcie z trenerem Witoldem oraz znajomymi z reprezentacji Polski – kilka dni przed pierwszymi startami na Mistrzostwach Europy w San Benedetto del Tronto (Włochy) w 2010 r.

Wydania: