Flaga

Autor: 
Wojciech Grębski

Plac Zwycięzców (bo placów klęski nigdzie nie ma). Olbrzymi maszt i zaczepy na drucianej lince, do której dowódca pocztu flagowego mocuje biało-czerwone płótno o regulaminem określonych rozmiarach. Delegacje, a i szefowie władz różnego kalibru stoją i zadzierają głowy patrząc jak po komendzie i przy dźwiękach trąbki państwowa flaga wznosi się wyżej i wyżej, aż zastyga wysoko łopocząc na wietrze....
Dostojnicy zadowoleni i radośnie podnieceni, gdyż przed chwilą stało się coś wielkiego i podniosłego. Zgromadzeni gapie też uradowani, no bo przecież wszyscy świętujemy. Nareszcie wolni (bywa, że i od pracy) i z paszportami w kieszeni (ale za co jechać?). Ale ogólnie to pompa na 100 fajerek. Minęła doba. Flaga wyłopotała się co nieco i pora ją zdjąć. Kapral Pietrucha - dyżurny z Komendy garnizonu wziął korbkę, pokręcił opuszczając flagę maksymalnie w dół. Sprawnie odpiął i zaniósł do magazynu. Święto, święto i po święcie.Podczas zdejmowania symbolu narodowego nikt mu nie towarzyszył - bo i po co? Zdjęcie jej z masztu władz absolutnie nie interesuje. To smutne i dające do myślenia. Szacunek - kiedy w górę. Obojętność - kiedy w dół. I prośba absolutnie regulaminowa. Nie umieszczajmy na fladze orła! Tak nie wolno! I nie wstydźmy się biało-czerwonej, kiedy pora wywiesić ją na domowym balkonie albo i w oknie. Powodzenia!

Wydania: