Strategia dla Kłodzka cz. 1
Jeżeli chcemy się rozwijać, musimy mieć jakiś cel – to sprawa oczywista. Dotyczy to każdego człowieka osobno, ale także grup ludzi. Firma działająca bez celu (czyli bez wizji i misji) szybko upada, organizacja lub partia działająca bez celu szybko traci członków i umiera, państwo działające bez celu słabnie i zostaje wchłonięte przez sąsiadów, miasta działające bez celu (czyli bez strategii rozwoju) skazane są na wegetację i ubóstwo. Dlatego samorządy lokalne co jakiś czas powinny weryfikować swoje strategie rozwoju lub tworzyć je na nowo. Ostatnią strategię Kłodzko wyartykułowało ponad 15 lat temu, straciła więc na aktualności i czas najwyższy, by ją napisać na nowo. Mają tego świadomość aktualni włodarze miasta, którzy od kilku miesięcy przymierzają się do sformułowania „nowej strategii Kłodzka”. Mam nadzieję, że nie chcą tego uczynić bez szerokiego udziału mieszkańców, bo historia pokazuje, że dobre wizje i misje miasta mogą powstać tylko w oparciu o powszechny, szeroki, zaangażowany udział obywateli. Strategie powstające w urzędniczych pokojach służą wyłącznie urzędnikom, strategie powstające podczas obywatelskich debat i sporów służą wszystkim obywatelom. Oto więc moje pierwsze „trzy grosze” w sprawie nowej strategii Kłodzka (i mam nadzieję, że nie ostatnie). Tym felietonem chcę zachęcić wszystkich, którzy wiążą z miastem swoją przyszłość i nadzieje, w związku z czym, którym dobro miasta i jego mieszkańców szczególnie leżą na sercu, do publicznego wyartykułowania swoich oczekiwań dotyczących strategii Kłodzka oraz do wskazania najlepszych sposobów ich realizacji.
Cele strategii.
Aby wskazać cel ataku podczas wojny, trzeba wiedzieć gdzie jest wróg. Podobnie podczas formułowania celów dla samorządu lokalnego, najpierw trzeba wskazać „wroga”, czyli najważniejsze problemy do rozwiązania, bez których wszelkie inne działania będą skazane na porażkę. Wszystkie „znaki na niebie i ziemi” oraz badania statystyczne wskazują, że „głównym wrogiem” Kłodzka jest EMIGRACJA, czyli ucieczka z miasta ludzi aktywnych, zaradnych, wykształconych, w przewadze młodych. Jeżeli chcemy, by miasto na nowo stało się regionalnym centrum gospodarczym, edukacyjnym, kulturalnym, turystycznym, administracyjnym, to musimy odwrócić trend emigracyjny, czyli spowodować by Kłodzko dla ludzi młodych, aktywnych, zaradnych, wykształconych było tak atrakcyjne, że będą do nas „walili drzwiami i oknami”. Czy jest to możliwe na prowincji? Oczywiście, wystarczy przyjrzeć się takim miastom jak Nowy Sącz czy Zakopane. Być może ktoś inny uzna, że emigracja nie jest najważniejszym problemem miasta, że są inne ważniejsze problemy – chętnie o tym podyskutuję.
Kto ucieka z Kłodzka?
Powszechna emigracja z naszego miasta zaczyna się już na poziomie gimnazjum. Kilkadziesiąt rodzin woli posłać swoje dzieci do gimnazjów we Wrocławiu, Nysie, Opolu, Wałbrzychu czy nawet Legnicy, bo uważa, że kłodzkie szkoły nie są w stanie zapewnić ich pociechom odpowiedniego poziomu wiedzy i wychowania, w tym także odpowiedniego poziomu duchowości, który zapewniają niektóre szkoły katolickie. Kolejnych dwieście lub trzysta osób emigruje z Kłodzka w poszukiwaniu dobrych szkół średnich i zawodowych. Jeszcze większa grupa kłodzczan emigruje na studia. Ponieważ w naszym mieście nie ma liczącej się szkoły wyższej, to większość maturzystów poszukuje swojej ścieżki rozwoju na uczelniach w dużych miastach Polski oraz – coraz częściej – poza granicami kraju. Niestety niezmiernie rzadko się zdarza, by modzi ludzie po skończeniu studiów wracali do Kłodzka.
Podsumowując: „śmietanka” kłodzkiej młodzieży ucieka z naszego miasta w poszukiwaniu lepszej ścieżki edukacyjnej. Proces zaczyna się już na poziomie gimnazjum, trwa przez czas szkoły średniej i przyjmuje największe rozmiary na poziomie studiów. Skutkiem tego kłodzkie szkoły „wyssane” z najambitniejszej młodzieży osiągają znacząco słabsze wyniki niż szkoły w dużych aglomeracjach, co mobilizuje kolejne roczniki młodzieży do coraz liczniejszej emigracji edukacyjnej. Ponadto „karleje” środowisko młodzieżowe miasta, działania młodych ludzi właściwie nie są widoczne, propozycje kulturalne, sportowe, rekreacyjne dla młodych ludzi są bardzo ograniczone i nie spełniają oczekiwań wszystkich grup. Właściwie, poza kilkoma dyscyplinami sportowymi, młodzież nie ma szansy na rozwój swoich zainteresowań i aspiracji, co dodatkowo zwiększa emigrację i nie zachęca do powrotu po ukończeniu edukacji w rodzinne strony.
Kolejną dużą grupę wyjeżdżających z miasta stanowią osoby poszukujące pracy. I znowu mamy tu do czynienia z „samonapędzającą się maszyną”. W Kłodzku trudno o pracę (zwłaszcza dla ludzi młodych i seniorów), więc wiele osób decyduje się na wyjazd do dużych miast polskich lub poza granice kraju. W tej chwili emigracja zarobkowa (faktyczna, nie deklarowana) wynosi w Kłodzku ponad dwa tysiące osób! Oczywiście każdy przypadek jest inny: niektórzy wyjeżdżają z miasta na stałe, inni wyjeżdżają sezonowo (latem lub zimą), jeszcze inni podejmują poza granicami Polski pracę okresową i np. pracują w Niemczech lub Czechach od poniedziałku do piątku, a w każdy weekend przyjeżdżają do rodziny w Kłodzku. Niezależnie jednak od tego, jaki to typ emigracji, powoduje ona dwa zgubne skutki dla miasta i pozostałych jego mieszkańców. Po pierwsze do kasy miejskiej wpływa mniej dochodów z podatków (podatki zostają za granicą lub w innych miastach). Po drugie zmniejsza się lokalna konsumpcja (bo emigranci mniej kupują w Kłodzku) w związku z czym upadają kolejne sklepy i firmy usługowe, a nierzadko także firmy produkcyjne, czyli kurczy się lokalny rynek pracy. Skoro ubywa pracy, to kolejne osoby, a nierzadko i całe firmy, poszukują jej poza granicami Kłodzka i tym sposobem liczba emigrantów zarobkowych z roku na rok rośnie.
Cel strategiczny dla Kłodzka jest więc oczywisty: odwrócić trend emigracyjny, doprowadzić do sytuacji, w której przybywających na stałe do miasta będzie więcej, niż wyjeżdżających. To sprawa niezmiernie ważna nie tylko dla władz miasta i powiatu, ale dla każdej instytucji, parafii, firmy, organizacji i mieszkańca, bowiem dalsza nasilająca się emigracja doprowadzi nas wszystkich do ruiny. Wszystko padnie - ot co!
Co robić?
Konieczne działania wydają się także oczywiste. Po pierwsze trzeba zdecydowanie podnieść jakość kształcenia w kłodzkich szkołach szczebla gimnazjalnego i średniego, aby nie tylko młodzież naszego miasta i powiatu chciała się w Kłodzku uczyć, ale by do naszych gimnazjów, liceów i zawodówek masowo przyjeżdżali po naukę młodzi ludzie z sąsiednich powiatów, a może i z całej Polski. To jest możliwe do osiągnięcia w stosunkowo krótkim czasie, czego przykładem jest system szkolny pobliskiej Nysy.
Po drugie należy doprowadzić do tego, by w Kłodzku powstały dobre szkoły katolickie (podstawowe, gimnazjalne, licea, zawodowe), a może i innych wyznań. Bardzo wielu uczniów opuszcza nasze miasto, by w innych miejscowościach kształcić się w zakonnych placówkach oświatowych. Powstanie takich szkół w naszym mieście nie tylko ograniczy ten odpływ, ale może stać się magnesem dla młodych ludzi z powiatów sąsiednich. Elita Warszawy wysyła swoje dzieci od przedszkola po licea do podwarszawskich szkół prowadzonych przez Opus Dei. Może to jest jakiś pomysł?
Po trzecie należy wesprzeć istniejące w Kłodzku szkoły wyższe w taki sposób, by stały się atrakcyjne dla polskich maturzystów. Konieczne jest więc otwarcie deficytowych kierunków studiów dziennych oraz podniesienie jakości kształcenia i uatrakcyjnienie tych kierunków, które już w Kłodzku istnieją czy to w systemie dziennym czy zaocznym. Warto też wesprzeć te uczelnie promocją i marketingiem.
Po czwarte należy doprowadzić do tego, by w Kłodzku powstały kolejne uczelnie wyższe o profilach unikatowych w skali Polski i Europy. Pustych budynków przecież nie brakuje, warto więc – wzorem Wrocławia, Krakowa, Nowego Sącza czy Rzeszowa – oddać za darmo pustostany porządnym uczelniom, by z biegiem lat rozwinęły swoją działalność na terenie naszego miasta. To w długiej skali czasowej po prostu się opłaca.
Po piąte należy utworzyć „Kłodzki Fundusz Stypendialny” skierowany do tych młodych ludzi, którzy postanowią uczyć się i studiować w naszym mieście. Na fundusz powinny składać się środki pochodzące zarówno z samorządu miejskiego i powiatowego, jak i z dotacji ministerialnych oraz źródeł prywatnych. Tak jak dobra drużyna sportowa wspierana jest finansowo przez lokalne władze, organizacje i prywatne podmioty (patrz kłodzcy koszykarze), tak i dobra uczelnia powinna być wspierana, bo przecież uprawianie sportu nie jest czymś ważniejszym od uprawiania nauki, a młodzi ludzie zaangażowani w rozwój nauki nie są przecież gorsi od młodych ludzi zaangażowanych w koszykówkę.
Po szóste należy rozważyć możliwość stałego połączenia w kłodzkim szkolnictwie szczebla podstawowego ze szczeblem gimnazjalnym. Aktualnie Zespół Szkół Integracyjnych, Miejski Zespół Szkół oraz Zespół Szkół Społecznych w Kłodzku w jednym budynku edukują dzieci i młodzież z podstawówki i gimnazjum. Może warto ten mechanizm rozszerzyć na wszystkie szkoły podstawowe prowadzone przez samorząd miasta, czyli otworzyć gimnazja w Szkołach Podstawowych nr 3 oraz 6.
Po siódme należy wybudować nowy obiekt dydaktyczny (drugi budynek)
i salę gimnastyczną dla Szkoły Podstawowej nr 6 oraz rozbudować budynek Zespołu Szkół Integracyjnych, aby ta placówka mogła przyjąć więcej uczniów – wszak Kłodzko rozbudowuje się w tamtym właśnie kierunku.
Po ósme należy wrócić do rozmów z Gminą Wiejską Kłodzko na temat połączenia sił i środków w realizacji zadań edukacyjnych. Obecnie wielu młodych mieszkańców Kłodzka uczęszcza do szkół gminy wiejskiej, a także wielu uczniów z terenu gminy wiejskiej uczęszcza do szkół miejskich. Brak miejsc w przedszkolach wiejskich powoduje, że wiele dzieci podkłodzkich miejscowości uczęszcza do naszych przedszkoli. Połączenie sił i środków obu gmin na poziomie oświaty i wychowania przyniesie nie tylko wymierne oszczędności i podniesie jakość kształcenia, ale przede wszystkim ułatwi uczniom docieranie do wybranych szkół oraz wspólne pozyskiwanie środków zewnętrznych na rozwój placówek w obu gminach.
Aktualnie poza Kłodzkiem uczy się na różnych poziomach edukacji (od szkoły podstawowej do uczelni wyższych) ponad tysiąc osób! Stworzenie specjalnych warunków do kształcenia w naszym mieście zatrzyma trend emigracyjny wśród tej grupy młodych ludzi, a w ślad za tym powstaną nowe stanowiska pracy w szkołach, handlu i usługach, w związku z czym powiększy się budżet miasta (większa subwencja oświatowa na każdego ucznia + udział w podatkach od osób zatrudnionych na nowych stanowiskach pracy). Zatrzymanie młodych ludzi w mieście jest niezmiernie ważnym zadaniem, bowiem ludzie w wieku 15-35 lat są pod każdym względem najbardziej kreatywni. Odtworzenie środowiska ludzi młodych (którego w tej chwili w Kłodzku praktycznie nie ma) daje szansę na odrodzenie miasta. Miasta „starców” nie rozwijają się. Dlatego rozważania na temat strategii miasta Kłodzka zacząłem właśnie od tej grupy mieszkańców.
Za miesiąc garść propozycji związanych z kłodzkim rynkiem pracy, czyli rozważania dotyczące ponad dwóch tysięcy kłodzczan, którzy emigrują w poszukiwaniu zarobku.