Skala rosnącego długu
Żeby nie być posądzonym o antyunijność, powołam się na unijny urząd statystyczny Eurostat, wg którego polski dług publiczny rósł w maju w tempie 273 miliony złotych dziennie. Być może w lipcu i sierpniu trochę zmaleje, bo wiadomo, wakacje, ale z drugiej strony zmienia się trochę struktura długu i to wszystko. Zestawiając zadłużenie Polski w stosunku do PKB stanowiło ono jego 48,6% w I kwartale 2014 r., a już w 2015 – 50,8%. Pamiętać jednak należy, że w zeszłym roku rząd „zarobił” na OFE ok. 150 mld zł, a dziś już nie bardzo jest co ukraść i co sprzedać po tym, jak z lasami się (chwilowo przynajmniej) nie udało. „Tak czy owak sierżant Nowak” i mamy wielkie szanse przegonić pod tym względem Grecję, choć niektórzy eksperci twierdzą, że już to się stało, tyle że naród pogrążony w nirwanie propagandy o tym nie wie. Zresztą Grecy są w lepszej sytuacji; mają sprzyjający turystyce ciepły klimat, morza, wyspy i są – jako społeczeństwo – bardziej zaawansowani prywatyzacyjnie, czyli więcej mają. Właśnie podano informację, że Christiano Ronaldo postanowił kupić swojemu agentowi, grecką wyspę jako prezent ślubny, na którym pełnić ma rolę drużby.
To świadczy o atrakcyjności. Ronaldo mógł kupić PKP Energia, którą rząd usiłuje sprzedać jakiejś spółce z Luksemburga o kapitale 5 tys. zł, czyli takim, jaki prawie każdy może uzyskać w Providencie w kilka godzin. Albo spółkę „Ciech”, którą rząd sprzedał zmarłemu niedawno Janowi Kulczykowi za 600 mln zł, dziś wartą 1,5 miliarda. Sztandarowym przykładem niech będzie prywatyzacja Telekomunikacji Polskiej S.A., w której Kulczyk otrzymał pakiet akcji po cenie preferencyjnej na kredyt udzielony przez ministerstwo, po czym akcje odsprzedał po pełnej już cenie francuskiemu udziałowcowi.
Nie chodzi to, by znęcać się nad nieboszczykiem, jako że już Rzymianie zauważyli, iż de mortuis nil nisi bene, ale jest też i inne powiedzenie: amicus Plato sed magis amica veritas. Nie jest to więc ocena osoby, tym zajmą się na tamtym świecie, ale opisanie pewnego mechanizmu obrosłego mitem. Mitu sukcesu oddolnej przedsiębiorczości, podczas gdy decydujący tu był mechanizm kapitalizmu kompradorskiego, jaki panuje w Polsce od ćwierćwiecza, a jednocześnie „odkompleksić” tych wszystkich, którym się nie udało, a którym obowiązująca narracja narzuciła pogląd o ich mniejszej wartości. Bo o sukcesie decydowały odpowiednie koneksje. Wbrew temu co proponowała Unia Polityki Realnej ponad 25 lat temu.
Polowanie na emeryta
Jeden z telewizyjnych programów interwencyjnych pokazał historię pewnej emerytki, która otrzymała eksmisję za długi, tyle, że nie swoje a spółdzielni mieszkaniowej, której była członkiem. Sprawa jest stosunkowo mętna, ale pokrótce rzecz wygląda tak. Jakiś facet miał rzekomo wierzytelność wobec owej spółdzielni w wysokości ok. 40 tys. zł. Rzekomo, bo taka wierzytelność nie figuruje w dokumentach, tak w każdym razie twierdzi likwidator SM. Co więcej, nie wiadomo kto dokładnie jest wierzycielem, bo facetów jest dwóch, ale to już drobiazg. Fakt jest taki, że ówże wierzyciel podał spółdzielnię do sądu, na rozprawę nie zgłosił się żaden przedstawiciel strony pozwanej, sąd więc orzekł na korzyść powoda. Ten zaś wybrał sobie mieszkanie z emerytką w środku jako zadośćuczynienie i już poszło z górki. Emerytka dostała eksmisją na bruk i co będzie dalej, zobaczymy. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z typową sprawą interwencyjną, jakiś błąd instytucji państwa, ale to nieprawda i my tu takimi bajkami się nie zajmujemy tylko sięgamy głębiej, do teorii i praktyki.
Choć sprawa może wyglądać na jednorazową, taką przecież nie jest, bo wpisuje się w pewien ciąg. Obowiązuje od jakiegoś czasu narracja, że ludzi starych jest za dużo i budżet państwa ma z tym kłopot. Jest to problem wymagający podjęcia działań, ale na to społeczeństwo, choć w znacznym stopniu zdemoralizowane, nie jest jeszcze gotowe. I tak dochodzimy do praktyki. Składa się ona z szeregu działań, celem których jest pozbycie się ludzi starych z tego świata jak podniesienie wieku emerytalnego, obniżenie poziomu życia, dostępu do leczenie i wreszcie – wyrzucenia ich na ulicę.
Przypomnę, że najpierw była próba pozyskiwania mieszkań za obietnicę dopłaty do emerytury czyli tzw. odwróconej hipoteki, a gdy to się nie udało, to przystąpiono do działań bezpośrednich.
Zapyta ktoś, po co komu mieszkania skoro mamy kryzys na rynku nieruchomości, gdzie podaż przewyższa popyt. Odpowiedź jest jedna: nie chodzi o mieszkania jako takie lecz o ich mieszkańców; ludzi stosunkowo młodych, nadających się do pracy jako siła robocza w korporacjach, a jednocześnie konsumentów dóbr i usług korporacji.
Drugie dno to prawna możliwość zakupu mieszkania z „ludzkim wsadem” w środku. Tu nic nie da się zrobić bez zmiany prawa, a do tego nie dojdzie, bo „siły wyższe” zainteresowane tym status quo do tego nie dopuszczą. Najlepiej mieć własność, choć i to nie chroni w 100 procentach, zwłaszcza jeżeli właściciele mają jakieś długi.
Trzecie dno to właśnie kwestia długu i jego spłaty. Przenieśmy tę sytuację na poziom gmin, powiatów i wreszcie państwa i zapytajmy, kto spłaci ich długi? Wójtowie, burmistrzowie, prezydenci, parlamentarzyści? Wolne żarty! Spłacić będzie zmuszone cale społeczeństwo, które znajdzie się, a właściwie już się znajduje tylko o tym nie wie, w sytuacji owej emerytki. Nie od razu, oczywiście, operacja będzie powolna i stopniowa, metodą salami; plasterek po plasterku aby nie spłoszyć ptaszka.
Referendum jako głos sprzeciwu
Za kilkanaście dni od chwili ukazania się tego tekstu odbędzie się ogólnokrajowe referendum dotyczące między innymi zmiany ordynacji wyborczej na większościową w okręgach jednomandatowych, a za nami inauguracje rządów nowego prezydenta i tych dwóch wydarzeń nie można pominąć. Sprawy te były i są omawiane, nie będę się więc powtarzać, ale to co jest ważne i co je łączy, to brak tego co najważniejsze – doktryny państwowej. Jeżeli kogoś określenie to razi może je sobie zastąpić innym jak interes państwowy czy narodowy, program, itp. Poważne państwa to mają i to nawet na piśmie. Np. angielska doktryna imperialna sformułowana została kilkaset lat temu przez Johna Dee i obowiązuje do dziś. Z kolei Węgrzy po ogromnych klęskach zadanych im pod Mohaczem i traktatem z Trianon, zdają się otrząsać z letargu, i choć doktryny nie sformułowali, mają jej zalążek w postaci podniesienia korony św. Stefana.
My jesteśmy w gorszej sytuacji. Nas, Polaków karmi się różnymi śmieciowymi gadżetami ideowymi jak gender, demokracja, in vitro, itp. dla odwrócenia uwagi od spraw naprawdę ważnych czyli jakim mamy być państwem i jaki mamy interes długofalowy. Wszystkie te bzdury o roli jaką mamy czy możemy mieć do odegrania w Unii Europejskiej możemy wrzucić do śmietnika, bo doktryna samej Unii jest niejasna, a jeżeli jej nie ma, to znaczy, że już wkrótce się rozpadnie.
Doktryny nie zastąpi ordynacja wyborcza, nawet najdoskonalsza. Ordynacja jest narzędziem realizacji doktryny, a poza tym nie ma jednej ordynacji większościowej tak jak i jednej proporcjonalnej, w okręgach jedno i wielomandatowych. Systemów wyborczych jest wiele i można je wszystkie zobaczyć w internecie. Krótko mówiąc, JOW-y nie są systemem jedynym i jednoznacznym, mają swoje plusy i minusy. Sam Paweł Kukiz, inicjator i kontynuator po zmarłym ś.p. Jerzym Przystawie akcji na rzecz JOW-ów, jest zwolennikiem STV (Single Transferable Vote), czyli Pojedynczego Głosu Przechodniego, ordynacji opartej na głosowaniu preferencyjnym, gdzie po zakończeniu głosowania głosy są liczone w taki sposób, aby jak najmniej z nich było zmarnowanych – pomocna jest w tym procedura transferowania nadwyżek ponad wymaganą kwotę na konkretnego kandydata.
Braku doktryny nie zastąpi anty-systemowość Pawła Kukiza, którego działalność odbywa się w ramach systemu, a więc nie jest anty-systemowością. Co więcej, zostanie przez system przejęta.
Alternatywą jest rozbicie systemu z zewnątrz, poprzez rewolucję, ale i to ma wady: zbyt wiele ofiar pochłania, nie rozwiązuje problemów i sama tworzy system, często gorszy od poprzedniego.
Pozostaje więc ewolucja poprzez sformułowania doktryny właśnie. Jaka ma być – tego jeszcze nie wiem, ale wiem, co ma być jej istotą. Polska musi być państwem właścicieli, działających w oparciu o własny, duży budżet i z własnym rynkiem ekspandującym na zewnątrz. Od tego trzeba zacząć, w przeciwnym razie staniemy się narodem zadłużonych niewolników, działających w oparciu o „chwilówki” i im podobne.
Referendum nie przyniesie żadnych zmian; nawet jeżeli będzie ważne, nie jest zobowiązujące dla rządu. Ma jednak znaczenie, gdyż może pokazać siłę obywateli. I z tego powodu, a także dlatego, że władza od udziału w referendum zniechęca, należy nań pójść.
Temperatura mokrego termometru
Mamy za sobą kolejną falę upałów. Wysokie temperatury spowodowały kilka przypadków śmiertelnych a jeszcze więcej chorobowych. Zalecenia są znane, teoria również, trzeba jednak rzecz wyjaśnić dokładniej. Najgroźniejsza nie jest sama wysoka temperatura powietrza, ale jej kombinacja z wilgotnością i ciśnieniem. Zwłaszcza te dwa pierwsze czynniki mają tu kapitalne znaczenie. Wzrostowy związek temperatury i wilgotności jest niebezpieczny dla zdrowia już powyżej 30°C, a zabójczy gdy osiąga 35°C i 100% wilgotności powietrza i to nawet w cieniu. Wtedy ludzkie ciało traci możliwość chłodzenia, czyli odprowadzania nadmiaru ciepła na zewnątrz poprzez odparowanie i dochodzi do przegrzania i śmierci. Nie pomoże tu ani wentylacja, ani pozostawanie w spoczynku.
Zjawisko to nazywa się odczytem mokrego termometru, czyli temperaturą powietrza na powierzchni skóry, co pokazuje efekt chłodzenia wywołany przez parujący ludzki pot. Oznacza to, że w powietrzu suchym, można funkcjonować w temperaturze przekraczającej 35 stopni. Takie warunki występują w niektórych regionach świata, a co ważne, zamieszkująca je ludność jest przyzwyczajona do warunków i potrafi sobie radzić. Np. kwestia ubioru Arabów i beduinów, na pustyni, dziwna dla Europejczyka, tam ma uzasadnienie, gdyż wełna izoluje ciało od temperatury zewnętrznej, czego nie da się powiedzieć o wyrobach z tworzyw sztucznych.
Dochodzimy więc do konkluzji, że latem wszelkie działania zmierzające do ograniczenia wydzielania potu są szkodliwe dla zdrowia. Pot, oprócz właściwości chłodzących, usuwa z organizmu szkodliwe składniki przemiany materii. Reklama różnych antyperspirantów i środków wstrzymujących pocenie, jest anty-zdrowotnym oszustwem Tak jak nieprawdą jest pozbycie się przykrego zapachu potu dzięki antyperspirantom, bo pot nie ma zapachu, a to co czuć to rozkładające się na powierzchni skóry bakterie i związki białka. Co więcej, antyperspiranty szkodliwe są zwłaszcza dla kobiet, ponieważ mogą mieć wpływ na powstawanie raka piersi. Zamiast tego polecam częstsze mycie i stosowanie oliwy magnezowej. Powstrzymuje ona powstawanie przykrego zapachu, a co więcej, dostarcza do organizmu magnez.