„Tajemna historia” - powieść kultowa
Kiedy parę lektur temu pojawił się tekst o „Szczygle”, to jedna z czytelniczek zapytała mnie - no to kiedy napiszę o „Tajemnej historii” tej samej autorki, a na którą to się powołałem? Spełniamy więc taką sugestię. Jak to zresztą często się dzieje w takim świątecznym czasie, pełnym spełniających się życzeń, no i oczywiście z szacunku do zaglądających do tego kącika „Bramy”. Donna Tartt debiutowała „Tajemną historią” w 1992 roku i od razu powieści nadano miano kultowej. Dobrze wiemy, że to określenie dość mocno straciło na mocy, bo przecież co i rusz tak nazywamy a to film, a to płytę, spektakl, czy wreszcie książkę. W tym przypadku, zapewniam, nie ma w tym epitecie ani nadmiaru, ani przesady. Oto kilka zdań uzasadnienia. Najpierw to, o którym myślę, że warto zawsze o nim pamiętać przy każdej lekturze: autorka dba o moje czytelnicze dobre samopoczucie. Co to znaczy w odniesieniu do jej powieści? Tak więc najpierw podążamy za fabułą – dobrze skrojoną i uszytą, z umiejętnie rozłożonymi emocjami, następnie za wyraziście narysowanymi postaciami – szybko obdarzamy jedne sympatią, inne wprost przeciwnie, niechęcią. Ba, jako czytelnik czuję się dobrze potraktowany jeszcze z jednego niebłahego powodu. Oto mogę być uczestnikiem, często nie tylko odbiorcą, intetektualnych wymian myśli, skojarzeń i zabaw. A ten intelektualizm to zajęcia grupy studentów – filologów klasycznych, a właściwie elitarnego kręgu kilkorga wybrańców uczących się u uniwersyteckiego guru. To jednak tylko drobna warstwa całości. Nie brakuje w powieści wątków inicjacyjnych, na wielu poziomach zresztą. Przyglądamy się licznym odmianom charakterów, opisom różnorodnych związków, jakie między sobą po ludzku budujemy. Spotykamy przykłady dziwacznego działania mediów na zwykłego do spotkania z nimi człowieka. A to jeszcze niekompletny zestaw uzasadnień. Niebagatelną rolę ma w tej powieści temat dotarcia przez człowieka (tutaj przez grupę młodych ludzi) do granic ludzkiej odpowiedzialności, wytrzymałości, a w konsekwencji do jej przekroczenia.
A wtedy co dalej? No właśnie. Niezwykle zajmujące są te strony, na których narrator przedstawia sposób budowania wyjaśnień, tłumaczenia dla siebie oraz dla świata własnego złego uczynku. A ten uczynek to morderstwo. Tak tak, bo temat morderstwa wprowadza do „Tajemnej historii” wątki kryminalne, sensacyjne i to w zupełnie nowy sposób. Ze sporym napięciem. I wcale nie chodzi tylko o to, że morderców obdarzamy sympatią, że obserwujemy liczne sceny wyrzutów sumienia. Nie nie. Powiem tylko, że to oryginalny, umiejętnie poprowadzony pomysł. I także dzięki niemu można pierwszą książkę autorki „Szczygła” nazwać bez nadużywania słowa kultową.
Donna Tartt, Tajemna historia. Znak, Kraków 2015.