Moralność Kalego

Autor: 
Janusz Laska

Literatura, teatr, film często podejmują tematy związane z relacjami międzyludzkimi postawionymi na głowie. Świętoszek, Zemsta, Moralność Pani Dulskiej, Sami Swoi i tysiące innych bardziej lub mniej znanych utworów, podejmują problematykę infantylnego egoizmu. W „Pustyni i w puszczy” taką postacią jest Kali, który wyznawał wszystkim znaną zasadę: „ŹLE jest wtedy, gdy Kalemu ukraść krowę, DOBRZE jest wtedy, gdy Kali komuś ukraść krowę”.
Wydawać by się mogło, że „moralność Kalego” dotyczy jedynie bardzo młodych ludzi, niedojrzałych emocjonalnie i społecznie, ot takich „psychicznych i moralnych gówniarzy”. Ale im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej się zdumiewam, jak wielu ludzi pełniących ważne funkcje społeczne posługuje się niemal wyłącznie „moralnością Kalego”. Czyżby przestrzeń publiczna w jakiś tajemniczy sposób „przyciągała” infantylnych egoistów? A może po prostu „dojrzali altruiści” nie są w stanie się przebić we współczesnym świecie „wartości postawionych na głowie”?
Polityk będący w opozycji podnosi larum gdy rządzący zwalniają z pracy jego rodzinę lub kolegów partyjnych, gdy przyjmują ustawy, uchwały lub inne akty prawne dyskryminujące jakąś grupę społeczną. Ten sam polityk mający władzę bez skrupułów zwalnia z pracy wszystkie osoby niewygodne sobie i myślące inaczej, nie zważając na ich unikalne kompetencje ani sytuację życiową oraz z uśmiechem na twarzy przyjmuje akty prawne dyskryminujące konkurencję polityczną.
Obywatele organizujący tu i ówdzie samorządowe referenda odwoławcze z powodu „złodziejstwa, niegospodarności i zatrudniania niekompetentnych kolesiów i rodziny”, gdy zostają samorządowcami, natychmiast zatrudniają „swoich niekompetentnych kolegów oraz rodzinę”. Pracownik instytucji samorządowych oburzający się na zatrudnianie przez szefa nieudolnych ludzi na fikcyjnych stanowiskach (tzw. „przechowalnie”), gdy sam zostaje dyrektorem, wykonuje ruchy analogiczne do poprzednika. A wszystko to się dzieje w majestacie prawa (a może raczej „nibymajestacie” i „pseudoprawa”) oraz za publiczne pieniądze. Czasami takie polityczne, samorządowe lub dyrektorskie „zmiany warty” przybierają formy groteskowe, a nowi „szefowie” niejako się prześcigają w walce o tytuł „najbardziej niemoralnej osobowości roku” lub nawet „największej świni wszech czasów”!
Socjologowie od lat poszukują przyczyn złej kondycji moralnej europejskich polityków, samorządowców, członków rad nadzorczych, dyrektorów i kierowników jednostek państwowych i samorządowych oraz innych publicznych instytucji i firm. A przecież przyczyna jest widoczna dla każdego, komu zostało choć trochę zwykłej, ludzkiej przyzwoitości oraz zdrowego rozsądku. Pieniądz stał się bogiem i to „bóg pieniądz” skłania nas do zachowań niemoralnych. „Bóg, Honor, Ojczyzna, Rodzina” – wartości sprzed stu lat – we współczesnym świecie dla większości ludzi zajmujących publiczne miejsca nie mają po prostu znaczenia. Dzisiaj najmodniejsza jest zasada „Róbta co chceta”. Jacek Kaczmarski – bard Solidarności – wieszczył 20 lat temu: „Co nam hańba gdy talary, mają lepszy kurs od wiary, zamienimy na walutę honor i pokutę”. I stało się! Zamieniamy...
Oczywiście do czasu. Do czasu. Bo w pewnym momencie „szala goryczy zwykłych szarych ludzi się przechyli” i „niekontrolowany potok ludzkiej złości, oburzenia i bólu przetoczy się przez kraj (przez miasto, przez instytucję etc.) niczym powódź lub huragan. I jak każdy żywioł będzie niszczył wszystko – to co dobre, na równi z tym co złe. Tu i ówdzie już słychać „dalekie odgłosy” nadchodzącego niszczycielskiego żywiołu. Już nadchodzi...

Wydania: