Droga życiowa "to wójtowanie"

Autor: 
Jan Pokrywka

„Chyba można mówić o zmianie pokoleniowej na stanowisku wójta gminy wiejskiej Kłodzko. W ostatnich wyborach samorządowych Ryszarda Niebieszczańskiego (rocznik 1948) zastąpił Stanisław Longawa (rocznik 1975).” To fragment tekstu sprzed kilku lat, gdy nowy wójt obejmował urząd. Jest więc okazja spojrzeć na osiągnięcia z perspektywy czasu. Nie wszyscy może znają sylwetkę Stanisława Longawy, więc kilka słów encyklopedycznego przypomnienia. Mieszka od urodzenia w Szalejowie Dolnym, choć trochę czasu spędził w Krakowie, gdzie ukończył studia prawnicze na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od 2006 prowadzi przejęte od rodziców gospodarstwo rolne. Zajmuje się produkcją roślinną i zwierzęcą. Polityką zajął się w 2002 r. wstępując do Polskiego Stronnictwa Ludowego, a sześć lat później został jego wiceprezesem zarządu w województwie dolnośląskim. W latach 2002–2006 zajmował stanowisko wicewójta gminy Kłodzko.
W wyborach samorządowych w 2006 został radnym sejmiku dolnośląskiego. Do 2009 był wiceprzewodniczącym sejmiku III kadencji, zasiadał też w kilku komisjach. W lipcu został członkiem zarządu województwa dolnośląskiego w randze wicemarszałka. 21 listopada 2010 w pierwszej turze wygrał wybory na urząd wójta gminy Kłodzko zastępując Ryszarda Niebieszczańskiego, wieloletniego wójta tej gminy. Został wybrany również na radnego województwa, ale zrezygnował, bo po pierwsze, jego droga życiowa „to wójtowanie”, a „marszałkowanie” było przypadkiem, przyjemnym ale jednak, po drugie zaś rodzina i gospodarstwo tu, na miejscu. „Aby poważnie myśleć o działaniu na szczeblu wojewódzkim trzeba by się było przenieść do Wrocławia. A ja tego nie chciałem” – powiedział w rozmowie z Mirosławem Awiżeniem. To ważne stwierdzenie, bo mało kto nie ulega mirażom wielkiego świata, a dla wielu Wrocław to wielki świat widziany z perspektywy wiejskiej gminy. Ale dla S. Longawy „gmina to wygodne miejsce do życia, jako pełne aktywnych i przedsiębiorczych ludzi, gdzie 30-40-latkowie nadają ton życia lokalnych społeczności”. I jeszcze jeden cytat ze wspomnianego wywiadu: „Zagospodarowanie Podstrefy to ważne zadanie w sferze tworzenia nowych miejsc pracy, ale dla mnie najważniejsi są przedsiębiorcy z naszego terenu, bo Gmina na tyle jest bogata na ile bogaci są jej mieszkańcy. Nie chciałbym prawić tu banałów, ale lepiej wspomóc swojego przedsiębiorcę, niż nawet „załatwić” sto miejsc pracy przez pracodawcę z zewnątrz, który jest a za chwilę może go już nie być. A ten jeden „nasz” tu na pewno zostanie. Bo tu ma dom, tu ma rodzinę.” To ważne stwierdzenie, niejako filozofia rządzenia. Jednak sukces, jak to często bywa, jest miarą możliwości i okoliczności. Gmina Kłodzko to 35 sołectw i ponad 17 tys. mieszkańców bez miasta Kłodzko, które stanowi osobną jednostkę samorządu terytorialnego. Co ważne, liczba mieszkańców nie zmniejsza się, co jest tak charakterystyczne dla podobnych ośrodków. Mimo, że w okresie tzw. przemian, upadło kilka ważnych zakładów pracy jak ZP Lniarskiego “Lech” w Ołdrzychowicach, ZP Bawełnianego w Krosnowicach, ZCh “Syntetyk” w Szalejowie Dolnym, Zakład Papierniczy w Młynowie oraz PGR-y. Kilka tysięcy osób straciło pracę. To był punkt wyjścia, ale nie można tu mówić o spalonej ziemi, gdyż wiele dobrego zrobił wcześniej wójt Niebieszczański. Mamy więc ogromne problemy społeczne, duże wydatki z tym związane, ale i pewne bogactwo materialne. To 113 obiektów wpisanych do rejestru Narodowego Instytutu Dziedzictwa oraz 1050 obiektów w gminnym wykazie zabytków. Niby bogactwo a jednak koszt, bo jakoś trzeba to utrzymać. I co ważne, gmina nie popada, jak wiele innych, w spiralę zadłużenia. Po kilku latach starań rusza podstrefa Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Jaszkowej Dolnej; pierwszym inwestorem została niemiecka firma Kayser Automotion System. To ważne ale nie stanowi o wszystkim. Podstawą są przedsiębiorstwa prywatne. W gminie zarejestrowanych jest ponad 1200 podmiotów gospodarczych. Najwięcej powstaje firm budowlanych, obrotu nieruchomościami oraz domowych gospodarstw usługowo-produkcyjnych. Duże znaczenie mają zakłady wydobywcze kruszywa, piasku, żwiru, marmuru i czarogłazu. Gorzej wypada agroturystyka, co wiąże się z kryzysem tej branży w całym kraju. Nie mniej ważne jest rolnictwo, nie tylko jako źródło utrzymania rolników. Celem Wójta jest samowystarczalność żywnościowa regionu. Plany na przyszłość zawarte są w Strategii Rozwoju Gminy Kłodzko na lata 2016-2022, dokumentu powstałego we współpracy z mieszkańcami, którzy na wcześniejszych zebraniach sami określili to, co uważają za najważniejsze. Do najważniejszych należą: rozwój agroturystyki wraz z systemem informacji turystycznej, poprawa jakości dróg, budowa lotniska ratowniczo-turystycznego w Boguszynie oraz szlaków turystycznych pieszych i rowerowych, reaktywacja linii kolejowej Kłodzko-Stronie, promocja wymiany systemów grzewczych na ekologiczne, a także budowa systemu antypowodziowego aby nie powtórzyła się tragedia sprzed 20 lat.Na uwagę zasługują dwie inicjatywy: nagroda Podkowy Biznesu przyznawana dla firmy za wkład w rozwój gminy oraz stypendium w ramach programu im. Grzegorza Ciechowskiego dla najzdolniejszej młodzieży. Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ponieważ zwykle nie docenia się osiągnięć małych gmin. To dlatego, że nie dostają tyle czasu antenowego w telewizji co duże ośrodki miejskie lub nie mówi się o nich wcale. Trudniejsza jest też rola wójta w porównaniu z prezydentem dużej aglomeracji. Nie tylko z powodu wielkości budżetu, to nieporównywalne, lecz także dlatego, że prezydenci dużych miast nie mają kontaktu z mieszkańcami, którzy najczęściej widzą ich na ekranach telewizorów. To pewnego rodzaju komfort ale i niebezpieczeństwo alienacji. Wójtom gmin wiejskich to nie grozi. Kontakt z mieszkańcami mają na co dzień a można ich spotkać prawie wszędzie.

Medialny szum mitotwórczy
Jean-Marc Dupuis napisał artykuł pt. „Kłamstwa i mity na temat zdrowia i chorób”. Jednym z nich jest cholesterol, o którym pisał prof. Walter Hartenbach w książce „Mity o cholesterolu”. Kto chce wiedzieć więcej może sięgnąć do wymienionych publikacji lub na naszą stronę internetową, bo tu chcę ukazać problem od innej strony: oto nauka, nowy fetysz naszych czasów, miała rozwiązać wszystkie problemy zmieniając nasz świat w krainę wiecznej szczęśliwości. Tymczasem jest inaczej; nauka stała się funkcją propagandy i dużych interesów. Nie cała oczywiście, ale ta głównego nurtu, a głosy przeciwne są pomijane, lekceważone, a ich autorzy, o ile się da – dyskredytowani. Weźmy ten cholesterol. Twierdzenie, że jest on odpowiedzialny za zawał serca i udar mózgu jest mitem i nie ma nic wspólnego z prawdą. Leki (statyny) obniżające poziom cholesterolu są niepotrzebne i szkodliwe dla zdrowia człowieka. Prof. Hartenbach w w/w książce przytacza opinie innych naukowców i tak prof. Hans–Jürgen Holtmeier: cholesterol w żaden sposób nie przyczynia się do rozwoju miażdżycy czy wystąpienia zawału serca, a dr Brucker i Ilse Gutjahr: nie istnieje związek przyczynowo-skutkowy między cholesterolem a zawałem serca. Obniżanie poziomu cholesterolu we krwi jest bezużyteczne oraz szkodliwe dla zdrowia, zwiększa nawet częstość występowania zawałów serca; prof. M. Kaltenbach: miażdżyca jest chorobą polegająca na zgrubieniu naczyń krwionośnych na skutek rozrostu komórek o charakterze włóknisto-mięśniowym. Obecność złogów cholesterolowym szacuje się na 1%!; prof. Hartenbach: wszelkie obniżanie poziomu cholesterolu pociąga za sobą ograniczenie produkcji hormonów sterydowych, a tym samym spadek wydolności psychicznej i fizycznej. Dlaczego więc twierdzi się inaczej? Bo produkcja leków, nawet, a może zwłaszcza, na wydumane choroby, to potężny biznes, a wielkie pieniądze dają wielkie wpływy. Poza tym, wystarczy, a nie jest to trudne, wywołać psychozę strachu, bo ludzie boją się o własne zdrowie i życie, pokazać antidotum, podeprzeć się kilkoma opiniami autorytetów i już interes się kręci.Jeżeli ktoś myśli, że inne gałęzie wiedzy są bardziej obiektywne to nic bardziej mylnego. Właśnie przeczytałem o możliwej podwyżce cen energii o ok. 20% głównie z powodu prawodawstwa unijnego. Czy energia musi być w ogóle droga? Niekoniecznie. Co jakiś czas powraca temat sieci wież Tesli, genialnego Serba, twórcy i wynalazcy, m.in. wieży Wardenclyffa (od nazwiska inwestora), zbudowanej koło Nowego Jorku. Wieże mają pełnić funkcję odbiorczo-przesyłową energii pozyskiwanej z kosmosu, wykorzystując zewnętrzną przewodność ziemi i jonosferę, bo wg Tesli ziemia to jeden wielki kondensator. Nie wiemy czym zakończyłyby się jego eksperymenty gdyby nie przedwczesna śmierć. Nicola Tesla został znaleziony martwy wkrótce po wizycie agentów spec-służb. Ktoś może powiedzieć, że te badania to mrzonki, ale tak samo mówiły autorytety z Edisonem na czele, gdy Tesla wyprodukował prąd zmienny. Argumentem było bezpieczeństwo ludzi (możliwość skonstruowania krzesła elektrycznego), ale tak naprawdę interesy Edisona związane z prądem stałym. Jedno jest pewne: gdyby np. wynaleziono zamiennik dla paliw stałych, darmową energię, perpetum mobile, czy antidotum na wszystkie choroby, zostałyby zagrożone nie tylko interesy firm producenckich i dystrybutorów, ale nawet całych państw, bo np. światowy handel ropą odbywa się w oparciu o dolara. Pytanie za 100 punktów: co stałoby się z takim wynalazcą?

Wydania: