Czy sami sobie zgotujemy taki los?

Autor: 
Mirosław Awiżeń

Nie wszystko jest jeszcze przesądzone, ale raczej pewnym jest, że w następnym rozdaniu pieniędzy Unii Europejskiej dostaniemy na Fundusz Spójności ok. 20 mld Euro mniej – a na złotówki polskie to ok. 90 miliardów zł!
Ciężko zakosztuje nas upór w nieprzyjmowaniu uchodźców na zasadzie „nie, bo nie”. Zamiast po prostu przyjąć jednego na sześciuset mieszkańców (TAKIE MAŁE MIASTECZKO POLSKIE) na naszych, polskich warunkach (przestrzeganie obyczaju, prawa, wyznania, poszanowania gospodarzy, nauki j. polskiego itp.).
Do kogo „pójdą” te pieniądze z Funduszu Spójności jak nie do Polski? Do krajów frontowych, które MUSIAŁY zmagać się (bez nas) z falą uchodźców, czyli do Włoch, Grecji, Bułgarii czy Rumunii.
Czy takie (na razie wstępne) decyzje UE są właściwe? Uważam, że tak.
Nie pomagaliśmy, nie pomagamy w kłopocie, to z jakiej racji dziś mamy być traktowani równo z tymi, którzy takiej pomocy (niekiedy symbolicznej) ale jednak udzielili czy udzielają.
A tak w ogóle – mamy teraz rząd, który wyznaje zasadę Kalego.
Nie wyobrażam sobie, żebym nie pomógł sąsiadowi w potrzebie o ile mam taką możliwość. Nie wyobrażam sobie, żeby sąsiad mi nie pomógł jak tylko by mógł.
Ktoś z Rządu powie: ale my też przyjmujemy Ukraińców ze Wschodu...
Tak – ale do pracy, na dodatek ci Ukraińcy czy Białorusini są nam niezbędnie potrzebni żeby „truskawki nie zgniły na polu”.
Owszem – był taki czas, kiedy przyjmowaliśmy uchodźców. Setki a nawet dziesiątki tysięcy Czeczeńców. I co? Ano – już ich w Polsce nie ma. Nikt ich nie wyganiał. Po prostu sami wyjechali. Poszukali sobie jeszcze lepszych warunków życia niż u nas. Ale my mogliśmy chodzić z podniesioną głową.
Oj – to wstawanie z kolan.
Droga i bolesna kuracja prowadząca do....
I jeszcze krótka refleksja – powodzie na Ziemi Kłodzkiej – 1997/98 rok. Pomagali nam wszyscy. Bezinteresownie, kosztem swojego czasu, swoich zasobów materialnych. Ale zdarzały się dziwne sprawy: w darach były dziurawe buty, wynoszone łachy... a jeden z „naszych, miejscowych przedsiębiorców” czując okazję sprzedawał (!) tak, sprzedawał z furgonetki chleb po paskarskich cenach. Właściciela dziurawych butów pochłonął mrok. Przedsiębiorcę też. Zbankrutował i znikł. Raz na zawsze.

Wydania: