Inferno ignorancji czy tsunami głupoty?
Reportaż podróżnika z Tennessee przebywającego czasowo w Czechach. Jest pasywnym poliglotą, aktywnie posługuje się tylko językiem ojczystym. Przejazdem odwiedził kilka dni temu małą wieś Radochów w południowej Polsce. Pod wrażeniem spędzonego tam dnia napisał poniższy reportaż. (Michał Rybczyński)
„Głupota ma pewien urok, ignorancja nie.” Frank Zappa
Nomen est omen est locum: najprawdopodobniej nie przypadkowo właśnie w remizie straży pożarnej wsi Radochów 16.04.2019 miała miejsce spektakularna i pełna emocji akcja gaszenia pożaru ignorancji i bezmyślności manifestującego się w postaci powstałego planu budowy na terenie wsi Ziemi Kłodzkiej dziewięciu przepotężnych suchych zbiorników przeciwpowodziowych, innymi słowy w odczuciu wielu wprost apokaliptycznej dewastacji samego serca Ziemi Kłodzkiej. Jak już na spotkaniu z przedstawicielami realizatora trafnie spostrzegł radny p. Robert Duma, lokalizacja tego typu inwestycji w naszym regionie w znacznym stopniu bezpowrotnie niszczy jego wszelkie walory a w szczególności turystyczne. Jego refleksje pokrywają się nie tylko z moimi; w pomieszczeniach remizy prezentowany plan spotkał się ze zdecydowanym i jednogłośnym sprzeciwem nie tyle samej ludności Ziemi Kłodzkiej, co w wielkiej mierze również, co ważne, ze sprzeciwem jej oficjalnych utożsamiających się z regionem i mieszkańcami światłych i zaangażowanych społecznie przedstawicieli regionu. Ziemia Kłodzka jest wyjątkowym miejscem na ziemi, miejscem wyjątkowo pięknym o wyjątkowej aurze, z której słynie w kraju i zagranicą, miejscem o wyjątkowej, bogatej i różnorodnej historii, również tej bardzo bolesnej. Uczestnicy spotkania, ludność wsi Ziemi Kłodzkiej, po upływie 75 lat ponownie więc słyszy na marginesie rozmów słowo – klucz „wysiedlenie” – jakże cynicznie muszą brzmieć w tak dramatycznym kontekście publiczne deklaracje realizatora projektu, że WP (Wody Polskie) zamierzają zapewnić realizowanym projektem nie więcej, nie mniej aniżeli... ochronę Ziemi Kłodzkiej przed powodzią. Płynie z tego nauka, że powódź ignorancji może w skutkach jak widać okazać się znacznie bardziej dramatyczna aniżeli powódź wody. Argumentacja taka prowadzi ad absurdum jakiekolwiek kryteria etyczne i moralne, aspekty, które w razie rozpatrywania możliwości realizacji projektu mającego jakoby na uwadze ochronę ludności powinny stanowić jedyny priorytet, jedyny punkt odniesienia zagadnienia budowy monstrualnego projektu sprowadzającego się nie tyle do nader agresywnej ingerencji w topografię Ziemi Kłodzkiej i topografię niezliczonych życiorysów ludzkich co bezwzględnego wymazania ich palcem planistów z mapy rzeczywistości. To właśnie ze względu na priorytetowo traktowane dobro ludności lokalnej, poszanowanie przyrody i tradycji na zachodzie Europy nie podejmuje się już od wielu lat realizacji projektów, które z założenia „wylewają dziecko z kąpielą”, tym samym nastała sytuacja gdy działając w dobrych intencjach de facto niesiemy naszym działaniem ogólną destrukcję. Nad inwazyjne działania powodujące zagładę wsi i regionu przedkłada się w Europie zachodniej ekologicznie i etycznie uwarunkowaną strategię tzw. małych kroków (np. piętrzenia rzek, budowę wielu mniejszych komór (suchych lub retencyjnych) wzdłuż biegu nurtu rzeki etc., w szczególnych zaś sytuacjach budowę suchych zbiorników wyłącznie w lokalizacjach nie kolidujących z zastanym stanem rzeczy, tak by pod każdym względem chronić ludność, region i przyrodę). Niedźwiedzia przysługa jaką zamierza się wykazać realizator projektu w celu deklarowanej przez niego ochrony Ziemi Kłodzkiej znajduje się na razie według wypowiedzi jego przedstawicieli tylko na etapie badań technicznych, konsultacji i analiz, jednak już nawet w tej fazie sama wizja grożącej naszej małej ojczyźnie zaawansowanej destrukcji i degradacji jej do stanu i status quo terenu przeciwpowodziowego jest nad wyraz niepokojąca i zatrważająca.
Hipotetycznie przyjmując determinację realizatora prowadzącą do wdrożenia rozważanego planu, wiedzieć już teraz powinniśmy, że implementacja jego w radykalnie destrukcyjny sposób wpłynie na całokształt infrastruktury regionu, tak samo jego przyrodę, pejzaż jak i wszystkie te walory, które czynią go słynnym „krajem Pana Boga”: wyjątkowym dla nas i przyjezdnych, ukochanym miejscem na ziemi. Symbolem scenerii, która już wkrótce może zaistnieć w miejscu wsi tętniących dotąd radością wiejskiej idylli z oddaniem tworzonej i pielęgnowanej od pokoleń, niech będzie tu wspinający się na surrealistyczną wysokość 21 metrów betonowy mur zamykający jeden z mających powstać suchych zbiorników. Cień jego w piękny słoneczny dzień porusza się niczym wskazówka zastygłego kształtem zegara żywcem wzięta z obrazów Salvadora Dali; leniwie zmierza w stronę horyzontu po wszechobecnej kamiennej pustyni, suchym dnie zbiornika przeciwpowodziowego, z któ-rego jako jedyne ciało ciekłe daleko poza jego brzegi wylewa się wysunięta przed wielu laty przez Alberta Einsteina hipoteza: „nie jestem pewien co do słuszności stwierdzenia, że wszechświat jest nieskończony, wiem natomiast z całą pewnością, że ludzka bezmyślność nie zna jakichkolwiek granic.” Pożoga ignorancji i bezmyślności, którą na spotkaniu w remizie strażackiej gasić przystało ludności Ziemi Kłodzkiej nadal tli się, należy mieć ją stale na uwadze, stale jej pilnować i pozostać czujnym. Reasumując; zagrożenie z natury rzeczy wyłącznie punktowo i epizodycznie co ileś lat potencjalnie występującej powodzi przejmuje w projekcie planistów nadrzędną wartość nad permanentnie i bezpowrotnie na szeroką skalę wyrządzaną szkodą i krzywdą dla ludności, regionu i przyrody.
Przejazdem co prawda tylko na Ziemi Kłodzkiej, ale jakże bardzo jej oddany, pozdrawia przyszłe pokolenia regionu – Bruno M. Ree (pisarz, felietonista i reporter urodzony i żyjący na co dzień w Tennessee)
Tekst ten został przełożony z języka angielskiego na język czeski, następnie na język polski.
Przekazał do druku w gazecie: Michał Rybczyński