Problemy fikcyjne i rzeczywiste
* Acta 2 para w gwizdek
Zacznę od pytania: na czym polega oszustwo Systemu w zakresie zarządzania emocjami? Zanim odpowiem, kilka uwag. Pod słowem System rozumiem pewien splot sił zmierzających do destrukcji: cywilizacji łacińskiej, kultury, norm moralnych, społeczności oraz osoby, choć ktoś inny słowo System zastąpić mógłby innymi, jak Szatan, komunizm, lewactwo, itd. Słowo jest oczywiście ważne, a nawet najważniejsze, o ile nie jest oderwane od treści, a treścią jest fakt, że dotychczasowy porządek ma być zastąpimy przez chaos. Do tego bowiem sprowadza się hasło: róbta co chceta.
Z kolei zarządzanie emocjami sprowadza się do tego, by skoncentrować je na jakimś konkretnym celu, wokół którego zogniskuje się dyskusję posługując się półprawdami po to, aby biorący w tym spektaklu ludzie nie zrobili czegoś, co Systemowi może naprawdę zagrozić. Przykładów mamy całe mnóstwo, zacznę od unijnej dyrektywy znanej jako Acta 2. Zwolennicy jej wprowadzenia mówią o ochronie praw autorskich, które w internecie są nadużywane, co jest półprawdą. Z kolei inną półprawdą jest to, co mówią jej przeciwnicy, że mianowicie chodzi o cenzurę. O prawach autorskich nie będę się wypowiadał, robiłem to już wielokrotnie wcześniej, zajmę się cenzurą. Cenzura istniała odkąd pojawiła się prasa, później radio, telewizja, internet, media społecznościowe. Istniała w II RP, istniała w PRL-u, co nie przeszkadzało autorom, o ile mieli trochę inteligencji i inwencji, obchodzić jej aluzjami na przykład. W III RP cenzurę formalną zastąpiła autocenzura, którą udawało się obejść blogosferze. Tak będzie i teraz; dyrektywa jest słaba i nic za nią nie idzie.
To prawda, że Acta 2 działa na korzyść dużych wytwórców zwłaszcza pop-kultury i zmusza nadawców by sami filtrowali treści ale, czy świat na ofercie topowych (co wcale nie znaczy, że wartościowych) treści się nie kończy. Przeciwnie, Acta 2 są szansą dla nowych autorów, którzy nie będą musieli zamieszczać linków do jakichś treści, ale będą mogli zacytować bądź omówić. Co ważniejsze, będą mogli utworzyć własną przestrzeń do własnych, autorskich narracji, własnej twórczości artystycznej czy intelektualnej, a tego System boi się najbardziej. Każda bowiem przestrzeń wymykająca się kontroli z jednej strony a niosąca pewne treści i wartości z drugiej, jest dla Systemu zagrożeniem. Stąd też dąży od do tego aby para poszła w gwizdek zamiast w konstruktywne działanie, a to z kolei jest przeciwieństwem chaosu.
* Strajk nauczycieli, zawirowania wokół oświaty: problem fikcyjny.
Do strajku nauczycieli doszło bo póki co rząd nie ugiął się przed szantażem i nie dał nauczycielom 1000 zł podwyżki. Strajk nastąpił w dniach egzaminów gimnazjalnych, może być przedłużony na matury i zakończyć się ewentualnym nie wydaniem świadectw. Jest to problem fikcyjny, kto wie, czy nie uzgodniony wcześniej z gangsterami-związkowcami. A oto argumenty:
1. Rząd prowadzi dziwne rozmowy z jeszcze dziwniejszymi ludźmi jak np. Sławomir Broniarz? Dlaczego nie pokazano jego sylwetki i jak to się stało, że ten komunistyczny czynownik robi co chce i jeszcze bierze 13 tys. zł miesięcznie, z budżetu państwa. A przecież wystarczy zastosować odpowiednie przepisy kodeksu karnego i odciąć jego i innych związkowych gangsterów od kasy i po sprawie. Jeśli się tak nie dzieje, to albo istnieje jakieś niejawne porozumienie Broniarza z rządem lub jego agendami i toczy się jakaś gra, której szczegóły są przed nami ukryte, albo za Broniarzem stoją jakieś siły, wobec których rząd jest bezsilny. Innej możliwości nie ma.
2. Strajk w czasie egzaminów jest tylko pozornie wymierzony w rząd, bo rząd – jak to kiedyś trafnie ujął Jerzy Urban – sam się wyżywi. Poza tym, co umyka uwadze, pracodawcą dla nauczycieli są samorządy a nie MEN. Na strajku stracą uczniowie i ich rodzice, bo to oni utrzymują swoje dzieci i oni zapłacą za owe podwyżki, tak jak płacą za pensje nauczycieli, choć w szkołach nic do gadania nie mają.
3. Dlaczego rząd nie rozwiąże problemu oświaty poprzez prywatyzację tego sektora w banalnie prosty sposób. Rodzice otrzymają bon oświatowy w wysokości obecnej i przewidywanej subwencji jaką budżet państwa wypłaca na jednego ucznia a rodzice będą mogli nim płacić w dowolnie wybranej szkole. W ten sposób będą mieli wpływ na nauczanie swoich dzieci, na dobór kadry, jakość jej pracy, ale co najważniejsze, w nowych warunkach...
4. Przestanie obowiązywać karta nauczyciela, także relikt postkomunistyczny, czyniący ze szkół jakieś enklawy, gdzie obowiązują inne prawa pracownicze niż gdzie indziej.
5. Przeciwko dwóm ostatnim punktom podniosą się głosy, że wielu nauczycieli straci pracę. Uspokajam: pracę stracą ci najgorsi a najlepsi pracę zyskają. Poza tym jest tyle innych zajęć wymagających rąk do pracy, że po przekwalifikowaniu znajdą pracę. Co więcej, dodatkową korzyścią będzie ograniczenie imigracji zarobkowej do Polski, co też nie jest bez znaczenia. Nie ma przecież żadnego powodu aby nauczyciel musiał nim być do końca życia bez względu na wszystko.
6. Na reformie tej skorzystałby budżet państwa a to wskutek likwidacji MEN-u, kuratoriów, wydziałów oświaty, itp. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze mogłyby zostać przeznaczone na zwiększenie wartości bonu oświatowego a w konsekwencji na wzrost zarobków nauczycieli.
7. I jeszcze jedno. Od kilku tygodni trwa spór nad wprowadzeniem przez władze w Warszawy, Krakowa i innych miast programu LGBT w szkołach i „latarników” jako przodowników pracy w tym zakresie. Podniesiono larum, ale jakoś nikt nie zauważa lub zauważyć nie chce, słonia w menażerii. Tego np., że to MEN ustala program nauczania i wystarczyłoby zakazać problematyki LGBT pod groźbą sankcji.
To jedno, a drugie – i to jest ta wartość dodana – w wyniku reformy to rodzice decydowaliby czy chcą programu LGBT w swoich szkołach, czy nie, a więc czy też finansować „latarników” z własnych pieniędzy, czy przegonić ich. Dopóki to nie zostanie zrobione, cały szum wokół oświaty jest ustawką mającą pokazać jak to rząd bohatersko rozwiązuje problemy, które sam stworzył, a przy okazji zasłoną dymną mającą zakryć inne, realne tym razem problemy.
*Czy PiS jest partią patriotyczną?
Odpowiedź na to pytanie nie tyle jest trudna co złożona. Z dwóch przynajmniej kwestii. Pierwsza dotyczy sfery deklaratywnej i symbolicznej. Tu PiS jest jak najbardziej patriotyczny, tyle, że nawiązuje do romantycznych korzeni patriotyzmu, którymi była przede wszystkim poezja romantyczna, a później legenda piłsudczykowska. Z tego powodu, np. Grzegorz Braun definiuje PiS jako „żoliborską grupę rekonstrukcji historycznej sanacji”. Druga to stosunek do wartości, które nadają patriotyzmowi właściwy ciężar gatunkowy, czyli własność, wolność gospodarcza i wartości moralne. W kwestii własności PiS milczy, gdy idzie o wolność gospodarczą, trochę się robi ale to i tak nic w porównaniu z ostatnimi laty komuny naznaczonymi reformą Wilczka. Wartości to czyste pozoranctwo. Niby Jarosław zapowiada, że nie oddamy naszych dzieci LGBT, ale nie chce też oddać ich rodzicom, przez co dzieci nadal są własnością państwa. Co gorsza, PiS ustąpił prawie ze wszystkich swoich zapowiadanych zmian: suwerenności wobec zagranicy, reformy sądownictwa i LGBT. To tylko przykłady ale Dodatkowo, z niezrozumiałych póki co przyczyn, PiS jest zdominowany przez ludzi z Platformy Obywatelskiej i nieboszczki Unii Demokratycznej. Naród, czy jak kto woli – społeczeństwo, jest oszukiwany i opluwany za swoje własne pieniądze.
Jedyną, przynajmniej jak dotąd, grupą prawicową, jest Konfederacja dla Polski - komitet wyborczy na majowe wybory do Parlamentu Europejskiego oraz wywodząca się zeń nowo powstała partia Federacja dla Rzeczpospolitej, z Markiem Jakubiakiem i Jackiem Bartyzelem na czele. FdR ma już nawet swoje koło w sejmie, któremu przewodzi Jacek Wilk (KORWiN) z Robertem Winnickim, Markiem Jakubiakiem i Piotrem Liroyem-Marcem. Program zawiera się w haśle: Patriotyzm i Wolność i opiera się na trzech wartościach: „wolna gospodarka, wolny obywatel i ojczyzna”. Konfederacja i Federacja są więc czymś nowym nie tylko w sensie programowym ale też jako alternatywa pomiędzy PiS-em i PO dla tych wszystkich, którzy do tej pory nie mieli na kogo głosować.
*Jeszcze raz o polityce PiS i nie tylko
Wygrana Konfederacji w wyborach eurokołchozowych może mieć pewne znaczenie wizerunkowe ale istotne będą wybory jesienne. Na dziś ważne jest zrozumienie sytuacji w jakiej się znajdujemy. Zacznę od sytuacji Polski na arenie zagranicznej, a jest ona nieciekawa z powodu zaniedbań z przeszłości, tak tej SLD-owskiej, PO-wskiej jak i PiS-owskiej. Przystępując do NATO, wysyłając kontyngent wojskowy do Iraku, czy podejmując się roli dywersanta na Europę wschodnią, mogliśmy zażądać przynajmniej neutralności rządu USA wobec roszczeń organizacji żydowskich wobec Polski. Teraz mamy przeciwko i rząd USA i organizacje żydowskie. To z jednej strony. Z drugiej mamy niemiecki projekt Mitteleuropa zwany dla niepoznaki Unią Europejską, polegający na marginalizacji gospodarek państw ościennych i sprowadzeniem ich do roli uzupełnienia gospodarki niemieckiej. Jesteśmy więc między młotem i kowadłem.
Roszczenie organizacji żydowskich opiewają od 60 do 300 miliardów dolarów. Tyle Polska nie ma, pozostaje więc przejęcie majątku państwowego lub gminnego, bo z przejęciem prywatnego, przynajmniej na tym etapie, mogą być pewne trudności. Mogą to być na przykład mieszkania komunalne, lokale użytkowe, tereny inwestycyjne, itp., które sprowadzą Polaków do roli pariasów we własnym kraju. Z drugiej strony grożą nam restrykcje finansowe, np. cofnięcie dotacji, dostępu do kredytów, czyli przykręcenia finansowej śruby, co z kolei, w przyzwyczajonym do życia na kredyt społeczeństwie, wywołać może, i to z wielkim prawdopodobieństwem, pogorszenie się standardu życia, bunty i demonstracje, a w konsekwencji przejęcie kierownictwa państwa przez obce, nie do końca określone organizacje międzynarodowe, utraty resztki suwerenności a wreszcie do terroru.
Co zatem należy czynić?
1/ Trzeba określić koszty tego przykręcenia śruby. 2/ Społeczeństwo musi zrozumieć, że dostęp do technologii i cywilizacji na obecnym poziomie nie jest efektem jego pracy lecz życia na kredyt, czyli na koszt innych. 3/ Wobec fikcyjnej wymienialności złotówki Polska musi stać się producentem takich towarów, które da się sprzedać za dolary w obrocie międzynarodowym. 4/ Sprywatyzować majątek gminny i państwowy.
5/ Ograniczyć biurokrację z obecnych
3 milionów do niezbędnego minimum.
Najważniejszy z tego jest pkt. 2, czyli świadomość społeczna i zgoda na poświęcenie w zamian za przyszłą suwerenność. Czy polskie społeczeństwo na to stać? Oto jest pytanie.