Szansa dla Konfederacji
Nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być gorzej lub lepiej. Sytuacja w jakiej się znaleźliśmy wskazuje na to drugie. Trudno dziwić się ludziom, że nabierają się na działania Dobrej Zmiany, która te wybory wygra. Już ponad 100 lat temu Alexis de Tocqueville zauważył, że republika będzie istniała tak długo, dopóki ludzie nie zorientują się, że rząd przekupuje ich własnymi pieniędzmi. Tak to już jest, a pamiętać musimy, że ci najlepsi nasi obywatele, najlepsi w tym znaczeniu, że najodważniejsi, najbardziej przedsiębiorczy, wyemigrowali. PiS wybory wygra, kwestią jest w jakim stosunku? Bo jeśli w takim, że będzie mógł samodzielnie rządzić, to wypadnie już tylko zabrać zabawki z piaskownicy i pójść do domu. Ale, i to jest kluczowe w tym, co mam do powiedzenia, jeśli nie, to jest to szansa dla Konfederacji i dla jej zwolenników.
Dziś, po wszystkich zawirowaniach i odejściach, które odczytywane mogą być różnie a to dlatego, iż dowodów wprost na taką lub inną tezę brak. Konfederację tworzą 3 partie: Ruch Narodowy, Partia Korwin i Partia Korona Grzegorza Brauna. Ten trzon nie zmienił się od wyborów majowych i się nie zmieni. To najbardziej prawicowy blok wyborczy jaki obecnie istnieje na polskiej scenie politycznej. PiS używający w nazwie prawica, rzeczywiście, w pewnych aspektach jest prawicowy ale w programie polityczno-społeczno-gospodarczym – lewicowy lub w najlepszym razie centrolewicowy. O Platformie Obywatelskiej nie ma co nawet mówić, bo ukryła się ona za nic nie mówiącą nazwą Koalicja Obywatelska, a jej lider – Grzegorz Schetyna nagle, z niewiadomych przyczyn ustąpił na rzecz posągowej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Co z tego wyniknie – nie wiadomo ale co to nas może obchodzić? To najwyżej, że po prawej stronie sceny politycznej powstała pustka, którą wypełnić może Konfederacja. Bo też o ile PiS wygra nie osiągając bezwzględnej większości, czyli 50% + 1 co najmniej, to właśnie głosy Konfederacji mogą okazać się takim „języczkiem u wagi”, bez których PiS nie będzie mógł niczego przeprowadzić. Choćby dlatego, że wejść w sojusz z KO i Lewicą (jakkolwiek by się nie nazywała) o Kukizo-PSLu nie wspominając, wejść zwyczajnie nie może. I to właśnie to jest argument dla tych wszystkich, którzy wahają się ulegając argumentowi „zmarnowanego głosu”. W tym przypadku zmarnowanego głosu nie będzie, co więcej, każdy głos na Konfederację to głos na wagę złota.
Czy Braun ożywi ruch monarchistyczny?
Są dwa ustroje polityczne: republikański i monarchiczny, reszta to mutacje tych dwóch. Demokracja jest formą wyłaniania władzy i jak dobrze wiemy, w pewnym stopniu istnieje także w monarchii. Np. w I Rzeczpospolitej szlachta wybierała królów, a i papieże też są wybieralni przez kardynałów. Republikańską formę miała także Republika Wenecka zarządzana przez dożów. W starożytnych Atenach demokracja, mimo iż dotyczyła tylko obywateli, dobrze działała krótko, za Klejstenesa. Gorzej, gdy demokracja obejmuje niemal wszystkich, już choćby dlatego, że wszyscy nie mogą zrozumieć racji stanu, nie są w stanie, a i nie chcą zajmować się sprawami publicznymi. Krótko mówiąc – jak powiada Grzegorz Braun – demokracja to fasada, za którą kryją się służby, mafie i loże, dlatego lepsza byłaby monarchia. Cóż z tego, skoro nie ma ani siły politycznej zdolnej już nie tyle do wprowadzenia monarchii ile nawet do propagowania jej istotnych zalet. Czy uda się to Braunowi, który założył partię Korona?
Ruch monarchistyczny w Polsce niemal nie istnieje, rozbity na kilka organizacji, a właściwie skupiający się na kilku portalach internetowych. Za rządów AWS kilku członków Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, ze śp. Arturem Górskim znalazło się nawet w strukturach władzy i nic z tego nie wynikło. Nie da się zmieniać kraju poprzez biurokrację, bo ta jest zachowawcza, o czym mówią prawa Parkinsona. Biurokracja nie zrobi rewolucji a tym bardziej kontrrewolucji. Ta ostatnia bowiem może być przeprowadzona siłami wojska i Kościoła, a wiemy w jakim stanie znajdują się te instytucje. Z tego też powodu nie ma szans, przynajmniej w obecnym stanie państwa i społeczeństwa. Wymagałoby to bowiem ograniczenia demokracji, czyli właściwie ochlokracji z jednej strony i znalezienia siły na odpór naciskom zagranicznych ośrodków z drugiej. Te z kolei ograniczyłyby kroplówkę dotacji, które tak chętnie przyjmowana jest przez masy. Pytanie zatem najważniejsze: czy społeczeństwo zdolne będzie do poniesienia ofiar i kosztów reform? Raczej wątpliwe.
Lewica wiecznie żywa
Okazuje się, że do wyborów pójdzie lewica, choć już niektórzy odprawiali egzekwie nad jej trumną. No ale jest jak jest, co najwyżej wypada zastanowić się nad sukcesem tej formacji w obecnych warunkach.
Nieoceniony tropiciel marksizmu Krzysztof Karoń podał jego definicję. Według niego to ideologia władzy sprawowanej przez pasożytnicze elity nad społeczeństwem niezdolnym do produkcji własnej wolności, czyli społeczeństwem skazanym na kradzież. Stąd też społeczeństwo takie skazane jest na popieranie władzy organizującej system kradzieży. W systemie demokratycznym wszystkie ośrodki władzy chcące sterować społeczeństwem muszą spełniać to kryterium bez względu na nazwę.
I tu jest pies pogrzebany, w nazwie. Rację ma Karoń mówiąc, że współczesne ideologie lewicowe to mutacje marksizmu, przynajmniej w jego istotnych założeniach, tyle, że używając określenia „marksizm” sam sobie strzela w kolano. Dziś to słowo brzmi jak bajka o żelaznym wilku lub Babie Jadze ale co do reszty ma rację. Marksizm klasyczny upadł, bo stracił proletariat, który zamiast walki rewolucyjnej w krajach zachodnich, przekształcił się w burżuazję, czyli mieszczaństwo. Stąd współcześni lewacy znaleźli sobie proletariat zastępczy w po-staci różnych mniejszości, które trzeba wyzwalać z ucisku. A co jeżeli ucisku nie ma? Wtedy trzeba wytworzyć sztuczny konflikt, który przyniesie ofiary i siły postępu wystąpią w jego obronie w imię tolerancji, tyle że jednostronnej, a w dalszej kolejności aby przejąć władzę. Lewica obiecuje coraz większy socjal, różne dopłaty, tylko skąd forsa? Nie tylko na owe obietnice ale dla nowej elity.
To trend a raczej kryzys państw zachodnich, błędnie dziś zwanych kapitalistycznymi, w głównej mierze, czego przejawem jest przenoszenie produkcji do Azji. No dobrze ale co będzie gdy kraje azjatyckie nie zechcą pracować za półdarmo? No to jest problem. Rozbuchany konsumpcjonizm w krajach zachodnich ale nie tylko, bo reszta podążą tym torem, może doprowadzić do przesilenia, bo pieniądz stanie się bezwartościowy gdy nie będzie co zaproponować w drodze wymiany. Pozostaną dwa wyjścia. Pierwsze to wojna, która zmieni przegranych w niewolniczą siłę roboczą, tyle że z wojną jest jak z zakładami bukmacherskimi: można wygrać ale częściej się przegrywa. Druga to terror wewnętrzny, który także przekształci w niewolników własnych obywateli.
Dlatego należy uważać na lewicę szermującą hasłami miłymi dla ucha i uwodzicielskimi ale nierealnymi.
Bo jak zauważył Bertold Brecht:
Toć cały świat zbawić chce,
ale czy forsę ma? Niestety nie!
Co łączy Trumpa z GLOBCIO?
Nie ma przypadków, są znaki. Czy coś łączy wybicie warszawskiego szamba miejskiego z odwołaniem wizyty prezydenta Trumpa? Na pierwszy rzut oka nie ale dla władzy Dobrej Zmiany może to być znak ostrzegawczy; jeśli się nie naprostują mogą spłynąć tak jak..., no mniejsza z tym. Nie teraz, rzecz jasna lecz po wyborach, które Zjednoczona (z nazwy) Prawica wygra w cuglach, jak wszystko na to wskazuje. Mimo to prezydent Trump pokazał nasze miejsce w szeregu, bo przecież nikt poważnie nie traktuje pretekstu huraganu. Huragany przecież co rusz nawiedzają wybrzeża południowych Stanów i z tego powodu prezydenci nie odwołują wizyt. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że obecna władza warszawska atakowana jest przez stację TVN i dzienniki koncernu Axel-Springer, które to, tak jedne jak drugie, są własnością amerykańską.
Co prawda Trump odwołał wizytę także w Danii ale to pewnie dlatego, że Duńczycy odmówili sprzedaży Grenlandii Amerykanom uważając ją, i słusznie, za symbol swojej minionej już potęgi. Grenlandia przecież, w dobie dużego pod koniec pierwszego milenium ocieplenia, skolonizowana została przez Wikingów i nazwana Zieloną Wyspą, co zadaje kłam obecnym propagandystom GLOBCIO. Cieplej było wtedy, potem było ochłodzenie a teraz mamy trend odwrotny. Nie dajmy się zwariować różnym hochsztaplerom zarabiającym kasę na cieplarnianej ideologii.