Sportowiec. Reklama

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Nie milkną echa po sukcesie tenisistki Igi Świątek, zwyciężczyni French Open 2020 w grze pojedynczej. Przyznam się Szanownym Czytelnikom, że tenis to kompletnie nie moja bajka. Takie odbijanie piłeczki i bieganie po korcie, jakby zawodnik cierpiał na ADHD, jakoś do mnie nie przemawia. Nie rozumiem kibiców tenisa, siedzących na trybunach bądź przed telewizorem i w napięciu śledzących ruch piłeczki. No chyba, żeby podejść do tego sportu, jako formy swoistego rodzaju spalania kalorii.
W ogóle wiele dyscyplin sportowych uważam za delikatnie mówiąc: bez sensu. Weźmy na przykład takie skoki narciarskie czy też łyżwiarstwo szybkie. Uhm… co tu może wzbudzać entuzjazm widza? Chyba ta uzyskiwana szybkość, no bo co też innego.
Rzecz jasna nie jest tak, żebym w ogóle sportu nie lubiła. Lubię na przykład slalom gigant, czekam zawsze czy, któryś z narciarzy nie rymnie na dziób. Ciekawym sportem pod względem zdrowotnym jest podnoszenie ciężarów. Za każdym razem z takim samym niedowierzaniem patrzę jak osiłki obu płci dźwigają te ciężary i nie mogę wyjść z podziwu, że im trzewia nie wyjdą na wierzch, do tego nie mają zadyszki. Ale, zdaje się, że odbiegłam nieco od tematu. Tym razem, drodzy Czytelnicy, chciałabym poruszyć w felietonie temat sportowca, jako gwiazdy reklamy. Otóż sportowiec bez względu na rodzaj dyscypliny, jaką uprawia, z chwilą, gdy osiąga sukces – staje się automatycznie towarem reklamowym wszelkiego rodzaju produktów. Reklamy z udziałem sportowców, to w mojej opinii zmora obecnych czasów. Weźmy takiego piłkarza Lewandowskiego. Boję się, że niedługo ten jegomość wyskoczy mi z lodówki – nie jest to bezzasadna obawa, co to to nie. Istnieje ryzyko, że jakaś firma produkująca margaryny powiedzmy typu: fit, zaoferuje owemu sportowcowi propozycję nie do odrzucenia. Miejmy nadzieję, że jednak tak się nie stanie. Z całym szacunkiem do tego piłkarza, zapewne niemałym wyczynem jest wbijać piłkę do bramki, która w końcu taka duża nie jest, i do tego stoi przed nią człek, który swoim ciałem niczym Rejtan, osłania wlot do niej. Ale doprawdy ta histeria wokół tego pana jest dla mnie niezrozumiała. Owszem, słynna osoba jest z założenia dobrem rzadkim podnoszącym prestiż marki, i stąd ten reklamowy bum, ale we wszystkim istnieją granice. Powiedzmy sobie szczerze: dopasowanie sportowców i reklamowanych przez nich produktów jest bardzo często nietrafione. Pierwsze z brzegu przykłady: skoczek reklamujący herbatę, piłkarz i niezdrowe przekąski jak chipsy, czy tenisista zachwalająca Uwaga! Piekarnik i proszek do prania.
Jak się okazuje w karierze sportowca pierwsza wysoka wygrana – zapisanie się w historii sportu – nie jest wcale priorytetem, jest nim podpisanie dobrego kontraktu reklamowego, którego wysokość zależy od pozycji zawodnika w rankingu graczy, w przypadku kobiet ważna jest także, co tu ukrywać – uroda. Wracając do Igi Świątek – eksperci od marketingu sportowego nie mają wątpliwości, że sukces na turnieju Rolanda Garossa spowoduje wzmożone zainteresowanie marketerów współpracą z polską tenisistką, a stawki za takie kontrakty poszybują wysoko w górę. Tenisistka stała się „podmiotem reklamowym”, czyli osobą, w którą warto zainwestować reklamowo. Jest nadzieja, że Iga Świątek wypracuje własny „styl marketingowy” i skoncentruje się przede wszystkim na tenisie.

Wydania: