Naiwność naszych czy coś jeszcze?

Autor: 
Jan Pokrywka

Wszyscy chyba jeszcze pamiętają wieczór 11 listopada, gdy w mediach nastąpiło trzęsienie ziemi po wypadkach, jakie miały wtedy miejsce w Warszawie. Jeżeli chodzi o dwie skrajne stacje czyli TVN i TVP to nikt przytomny nie ma wątpliwości na jakich amplitudach nadają, ale że do obozu postępu dołączył Polsat, do niedawna wszak raczej stonowany, można wtedy było się przekonać. Oto prowadząca Gozdyra, wzorem Moniki Olejnik, przesłuchiwała na łączach zaproszone osoby pod tym kątem jednak, aby mówiły to, co ona chce, czyli potępiły Marsz Niepodległości oraz jego głównodowodzącego – Roberta Bąkiewicza. Jednym z zaproszonych gości był poseł Robert Winnicki z Konfederacji, a ściślej – Ruchu Narodowego, któremu Gozdyra nie dawała dojść do głosu gdy porównał działania policji w przypadku tzw. marszów kobiet i Marszu Niepodległości, które to działania były diametralnie różne. Winnicki miał potępić sam MN, Bąkiewicza, przypadkowy pożar mieszkania i już!
Dlaczego sięgam do tak odległego wydarzenia? Z powodu zdziwienia, jakie za każdym razem nawiedza mnie, gdy ktoś z szeroko rozumianych „naszych”, łapie się na lep płonnej nadziei przekazania swojej racji w mediach sobie otwarcie wrogich. Przecież nie o argumenty tu chodzi ale o pretekst do likwidacji MN jako symbolu tradycji. Nie wiem, czym taką naiwność tłumaczyć. Już Sun-Tsy pisał, że bitwa stoczona na warunkach, w czasie i miejscu wybranym przez przeciwnika, musi być przegrana, a właśnie mamy z tym do czynienia. Tym chyba, że poseł posiada jakąś ukrytą potrzebę bycia dowartościowanym przez swoich przeciwników. Nie tylko on zresztą, takie umizgi ludzi z prawej strony do mediów z lewej, nie są rzadkością, co może świadczyć o jakichś deficytach, których trzeba się pozbyć żeby uprawiać politykę.

Co będzie, gdy stanie się najgorsze?
No to się porobiło. Polska i Węgry zapowiedziały veto unijnego budżetu, o ile nadal będzie forsowany zapis uzależniający przyznanie jałmużny od oceny stanu praworządności w kraju członkowskim. Nas i Węgrów mają za nic, albo, co bardziej prawdopodobne, szykuje się jakiś większy reset, bądź też to taka gra, prężenie muskułów na pokaz, gdy wszystko jest już ugadane. Ale ja nie o tym, tylko o lotnych piaskach społecznych nastrojów.
Zaraz po zapowiedzi veta sporządzony jakiś sondaż, według którego zdecydowana większość respondentów poparła postawę rządu. To pięknie, bo też w razie czego, nawet w najgorszym przypadku, stracimy niewiele, bo po podliczeniu zysków i strat z pobytu w Unii, te wszystkie dotacje to tylko niewielka część polskiego budżetu, więc strata nas nie specjalnie zaboli, a jeżeli nastąpi polexit, to nawet wyszlibyśmy na plus, przynajmniej w teorii. Bo w praktyce możemy spotkać się z sankcjami o wiele poważniejszymi, wskutek których cały nasz program socjalny pójdzie do kosza. Nie byłoby to złe rozwiązanie, o ile za tym poszłyby reformy, ale zanim rozbłysłoby światełko w tunelu, to czy społeczeństwo poprze zaciskanie pasa na wiele lat? (Pomijam w tym miejscu działania zewnętrzne zmierzające do przewrotu, jak to widzimy w innych krajach.) Teraz może popierać rząd, bo to nic nie kosztuje, 500+ jest utrzymane, inne programy także, ale gdy ich zabraknie to co? Oto jest pytanie.

Co to jest wojna?
Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna – mówił dziennikarz w „Weselu”. Polska wieś, póki co, jest spokojna, ale na jak długo? Bo wojna na świecie zatacza coraz szersze kręgi, nie taka jaką znamy z filmów o II wojnie światowej, ale zupełnie inna, choć niezupełnie. Bo czymże jest wojna jeśli pominąć aspekt działań zbrojnych? Wojna to w pierwszym rzędzie konflikt doktryn, celem którego jest eksploatacja rynków. Działania zbrojne to jedno z narzędzi, ale najpierw używane jest inne – dezinformacja. Dezinformacja jest jednym z elementów wojny. Przeciwnika celowo wprowadza się w błąd, nakierowując na niewłaściwe tory i wpuszczając w maliny.
Dziś na świecie, co pokazują wybory np. w USA trwa przebudowa socjalizmu, aby w ogóle mógł on przetrwać.
Wojna zaczyna się od próby unieważnienia doktryny przeciwnika. Dla współczesnej lewicy oznacza to unieważnienie doktryny chrześcijańskiej, tradycyjnych wartości, a ostatecznie likwidację państwa. Lewica proponuje wygodę w doczesności i doraźnie korzyści.
Pisał o tym w 1844 roku Karol Marks postulując likwidację wszystkich instytucji kultury – reszta to metody. Ideologia marksistowska mutowała, ale tak czy owak, chodzi też o zanik tożsamości, co pozwoli ulepić z ludzi to, co się chce.
Prawica – w szerokim tego słowa znaczeniu – musi przeciwstawić się własną doktryną, promującą tradycyjne wartości z jednej strony, a demaskującą kłamstwa i iluzje lewactwa z drugiej. Do tego potrzeba narzędzi, czyli m.in. mediów. Do niedawna wydawało się, że może tę funkcję spełniać internet, ale problemy prawicowych nadawców (np. Niezależnej TV, czy wRealuTV z You Tubem) pokazują, że nie jest tak łatwo. Bo łatwo już było, teraz trzeba tworzyć własne platformy.

Czy „marsze kobiet” zresetują stosunki własnościowe?
Burmistrzowie i wójtowie turystycznych gmin sudeckich z Karpaczem na czele spotkali się zaniepokojeni sytuacją jaka ich zastanie w trakcie, a zwłaszcza po zimowym sezonie turystycznym. Uznali oni, że udostępnienie w drodze łaski przez rząd wyciągów narciarskich to za mało, bo bez otwartych hoteli i gastronomii gminom tym grozi krach. Hotelarzom i gastronomikom także, o ile jeszcze do sezonu przetrwają. Jednocześnie gwarantują dotrzymania wszelkich zaleceń sanitarnych wymaganych w czasach pandemii.
To dobrze, że włodarze dostrzegają zagrożenie z tym zastrzeżeniem, że jeżeli uznaje się pandemię covidową za fakt, to dziwne jest domaganie się poluzowania restrykcji. Ale mniejsza z tym, ważniejsze jest co innego.
Jak wspomniałem, wojna to konflikt doktryn i gra o rynki. Konflikt doktryn już mamy w postaci np. nieustających „protestów kobiet”, a jak wiadomo, temat aborcji wyskakuje wtedy, gdy trzeba coś ukryć. W tym przypadku upadek polskich sektorów gospodarczych, na razie branży turystycznej, a w konsekwencji gmin z turystyki żyjących. Co to oznacza w praktyce? Jak wiadomo, gospodarka, podobnie jak przyroda, nie znosi próżni i w miejsce jednych wejdą inni. Jacy inni? Tego na razie przed nami nie ujawniono, ale i na to przyjdzie czas. Domyślać się możemy, że będą to osoby lub inne podmioty dysponujące znacznymi budżetami, co w konsekwencji zmieni stosunki własnościowe.

Pochwala Ewy Kopacz
Ewa Kopacz, minister zdrowia sprzed ponad dekady, utrwaliła się w świadomości Polaków jako „znawczyni” polowań na dinozaury, oraz jako kłamczuszka, gdy zapewniała, że wraz z archeologami przekopywała ziemię po katastrofie w Smoleńsku. Ale trzeba być sprawiedliwym: miała też swoje zasługi, a najważniejszą z nich było niezakupienie szczepionek przeciwko świńskiej grypie w 2009, co zrobiły inne państwa, np. Szwecja. Była za to krytykowana z lewa i z prawa. I choć jej motywy do końca nie są jasne, i choć nie była moją ulubienicą, była to być może jedyna sensowna decyzja jej urzędu.
- Mamy wiedzę, jakie są klauzule w umowach, które podpisywały inne państwa, jakie są klauzule w zaproponowanej nam umowie. Departament prawny znalazł tam ponad 20 punktów spornych. Jak zadaję pytanie: czy rząd ma zawierać umowy korzystne dla obywateli, czy dla interesów firm farmaceutycznych? – powiedziała Ewa Kopacz w 2009 r. i dodała: /.../ na wirusa typu A/H1N1 są trzy szczepionki, różnych firm, z których każda ma inną obecność substancji czynnych, ale wszystkie traktowane są tak samo, co jej zdaniem powinno być zastanawiające.
Nie wiemy do dziś co to były za substancje, ale wiemy, że np. Szwecja zakupiła ich całkiem sporo i zaaplikowała obywatelom otrzymując duże skutki uboczne. Głównym była plaga narkolepsji, zaburzenia neurologicznego powodującego zaburzenia snu, np. niekontrolowaną senność. Szwecja, jak na państwo prawa przystało, wypłaciło i do dziś wypłaca ogromne odszkodowania. Krótko mówiąc, biorąc pod uwagę koszt zakupu szczepionek i koszt odszkodowań, państwo, czyli obywatele, ponieśli ogromne straty. Dlatego też był to m.in. powód, że przy obecnej pandemii covid 19 Szwecja żadnych restrykcji nie wprowadziła pozwalając działać naturze, tak jak nie przymierza się do zakupu szczepionek.
Dylematów takich nie ma nasz rząd, który już zgłosił akces zakupów kilkanaście milionów niedokładnie przebadanych szczepionek nie informując, a właściwie nie zobowiązując się, do ponoszenia kosztów skutków ubocznych szczepień. I to różni nasz rząd od rządu szwedzkiego i min. E. Kopacz od obecnego ministra.

Wydania: