Reasumpcja. Trend

Autor: 
Katarzyna Redmerska

Słowem, które obecnie bije rekordy popularności w naszym pięknym kraju jest: reasumpcja, czy jak kto woli bardziej edukowanie z łaciny: reasumptio. Dzięki marszałek Sejmu, która „odświeżyła” owo słowo, zwykły szarak (czyt. obywatel) może obecnie do woli zgłębiać zagadnienie tajemniczej reasumpcji.
Według definicji reasumpcją określa się ponowne rozpatrzenie sprawy przez ten sam organ, połączone z równoczesnym uchyleniem skutków uprzedniego rozstrzygnięcia. Ho, ho, brzmi niczego sobie i takie jest w istocie. Dawniej reasumpcja określana była też mianem autorewizji. Przyznam Szanownym Czytelnikom, że bardziej podoba mi się pierwsze określenie. Reasumpcja brzmi apetyczniej, kojarzy się z konsumpcją, a ta jak wiadomo należy do rzeczy przyjemnych. Autorewizja ma w sobie coś wojskowego, stanowczego. No i zdecydowanie kojarzy się z rewizją, na przykład osobistą. Brrr, ewidentnie nie jest słowem przyjaznym.
Wracając jednakże do reasumpcji. Nasz obóz rządzący jest niczym grupa celebrytów, która wytacza trendy. Nie inaczej jest i tym razem. Obecnie każdy chce reasumtować wszystko i wszędzie. Nastąpiła istna histeria reasumpcji. Przyznam, że i mnie owa reasumpcja zaintrygowała. Zaciągnęłam opinii pięciu zaprzyjaźnionych prawników, pytając ich czy istnieje prawdopodobieństwo, by reasumpcja na stałe zagościła w życiu codziennym. Wszyscy jak jeden mąż odpowiedzieli: tak! No czyż to nie jest ekscytujące Drodzy Państwo? Zaczęłam się zastanawiać, co bym tak sobie chciała zreasumtować i doszłam do wniosku, że znalazłoby się tego całkiem sporo. Na czoło wysuwa się szkoła podstawowa i kilka kartkówek, dzięki dokonaniu reasumpcji mogłabym poprawić oceny, zostać olimpijczykiem i bez stresu edukować się dalej. A tak, zestresowana pnąc się po szczeblach edukacji nabawiłam się nerwicy. Obawiam się jednak, że będąc jedynie szarym obywatelem nie mam co liczyć na zaszczyt dostąpienia reasumpcji czegokolwiek. Cóż, takie jest życie. Dlatego nie dziwi, że niektórzy chcą to szare życie ubarwić, i tu ponownie należy wspomnieć o Marszałek Sejmu. Zarzuca się Marszałek Sejmu kłamstwo, a nawet kłamstwa. Czy aby na pewno oskarżenia są podstawne? Śmiem w tym przypadku wątpić. W opinii mojej skromnej osoby, Marszałek Sejmu nie skłamała, a jedynie ubarwiła rzeczywistość. To, że owa rzeczywistość ubarwiona została tylko dla jednych, a drudzy muszą obejść się smakiem, to już inna historia.
Przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Na naszych oczach tworzy się nowa rzeczywistość, w której moralny analfabetyzm staje się wiodącym trendem, a klasa, w tym także ta polityczna – odchodzi do lamusa. Co dzień jesteśmy świadkami coming-autingu tożsamości – do siebie samego i stosunku do innych ludzi. Prostactwo zwycięża. Polityczne chamstwo stało się wiodącym trendem. Podobnie jak grubiaństwo, prostactwo i wulgarność słowna. Używając terminologii z psychologii, nastąpiło generalne rozhamowanie – zaburzenia osobowości, gdy człowiek traci kontrolę nad swoimi emocjami, przestaje stosować się do norm i konwencji społecznych. Roz(c)hamowanie króluje. Trwa swoistego rodzaju wyścig o palmę chamstwa.
Może by tak dokonać reasumpcji i przywrócić moralność, póki nie jest jeszcze za późno.

Wydania: