Cyrografy braci Kaczyńskich

Autor: 
Jan Pokrywka

PiS podpisał cyrograf z diabłem myśląc, że się z tego wywinie jak pan Twardowski. Oczywiście słowo: PiS to eufemizm, bo chodzi o ludzi, dwóch, a swego czasu nawet trzech bliźniaków, licząc Ludwika Dorna. No, ale mniejsza o to, bo Kaczyńscy, którzy najpierw zadebiutowali w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, później, od lat 80. uprawiali politykę. I to wspomniany na wstępie problem, bo przynajmniej jeden z nich był przy okrągłym stole w Magdalence, potem wspierali Lecha Wałęsę, a gdy ten projekt dla nich zakończył się nieciekawie, utworzyli Porozumienie Centrum, zastąpione potem przez Prawo i Sprawiedliwość. Dodać należy, bo nie wszyscy pamiętają, że projekt miał być szerszy i zwać się POPiS, ale na skutek różnych czynników, także ambicjonalnych, każda z tych części poszła swoją drogą. No i dwie prezydentury Lecha Kaczyńskiego najpierw Warszawy a potem Polski. W tym ostatnim przypadku Lech podpisał tzw. Konwencję Lizbońską, która daje eurokratom praktycznie władzę nad każdym krajem, ale nie każdy nas interesuje, tylko nasz.
Jak można się domyślać, na każdym z tych etapów drogi braci bliźniaków, podpisywane musiały być jakieś cyrografy, a ten najważniejszy wypłynął właśnie teraz, bo oto okazuje się, że musimy bezwzględnie podporządkować się kolejnej nowej religii – klimatyzmowi i trzeba zlikwidować górnictwo i elektrownie węglowe. Więc kiedy diabeł przyszedł po zapłatę, Naczelnik próbuje się wymigać. Jak pamiętamy w wierszu „Pani Twardowska” imć Twardowski wymigał się tym, że mając w zapasie jeszcze życzenie zażądał, aby Mefisto przez rok zamieszkał z jego żoną, na co diabeł się nie zgodził i uciekł. Według innej wersji, pan Twardowski dosiadł koguta i odleciał na księżyc. Nie zmienia to faktu, że z żadnego z tych sposobów Jarosław Naczelnik nie może skorzystać z przyczyn obiektywnych, co oznacza, że czarci pomiot nie odpuści.

KL GLOB
Wygląda na to, że proroctwa wspierały Stanisława Lema. W książeczce „Kongres futurologiczny” opisuje on świat wirtualny, który wszyscy biorą za realny. Fabuła wygląda mniej więcej tak, że na specjalnie zwołany kongres przybywają uczeni, aby przedstawić swoje wizje przyszłości. Mieszkają w luksusowych hotelach, jadają wyśmienite potrawy, ale to wszystko ułuda, bo nastąpił taki rozwój farmacji, że są stale faszerowani specyfikami pozwalającymi im widzieć wszystko właśnie w różowych kolorach. W rzeczywistości jedzą jakąś bryję, na którą nawet świnie nie chciałyby spojrzeć, mieszkają w slumsach, przy których brazylijskie favele mogą uchodzić za luksusowe apartamenty, itd.
Obecnie mamy do czynienie z takim procesem, gdy media ponownie rozkręcają pandemię świrusową, a dotkniętych nią ludzi napuszczają na pozostałych. Mamy obraz taki, że obok głównego, kowidiańskiego nurtu, wzbiera coraz silniejszy nurt sprzeciwu, nazwijmy go dysydenckim. Tak się bowiem składa, że władza ze swoimi atrybutami, choć silna, żeby siłowo rozprawić się z kontestatorami, woli spowodować na tyle silne podziały, aby, jak to wielokrotnie bywało w historii, używać głupich do mordowania mądrzejszych. No, a jeżeli już nie do wymordowania, to do zamknięcia ich w jakimś obozie. Niestety, owi pożyteczni idioci (określenie Lenina), nie dostrzegają, że sami też się znaleźli się w globalnym obozie koncentracyjnym KL GLOB, w którym rolę tradycyjnego strażnika zajmuje służba zdrowia, a więźniowie pełnią rolę królika doświadczalnego.

Religia klimatyzmu
Panteizm jako kult zielonej energii
Wiara w zdolność człowieka powstrzymywania i kierunkowania zmian klimatu – to mix cywilizacyjnej pychy i naiwności, a więc właśnie doktryna, starająca się zostać ideologią – napisał publicysta Konrad Rękas.
Kult farm wiatrowych i fotowoltaicznych jest porównywalny z klasycznym kultem cargo, gdy tubylcze plemiona, przyzwyczaiły się, że amerykańskie samoloty zapewniały im pomoc humanitarną w postaci np. piwa i pizzy. Gdy nagle zostali tego pozbawieni, zbudowali fałszywe pasy startowe z fałszywymi wieżami kontrolnymi i rozpalili ogniska mając nadzieję na zwabienie samolotów towarowych. Tubylcy usiedli i czekali, aż wyląduje jakiś samolot transportowy, ale nic się nie stało.
W końcu głód i zdrowy rozsądek przeważył i wrócili do dżungli w poszukiwaniu jedzenia.
Można nawet powiedzieć, że ochrona środowiska, której przydano atrybuty boskości jest niczym innym jak powrotem do starego panteizmu, który dziś można by nazwać religią klimatyzmu. Panteizm z greki oznacza, że „wszystko jest bogiem”, a więc przyroda i ziemia (kult Gai), itd. Krótko mówiąc, człowiek nie jest największą wartością świata materialnego, a wręcz jego wrogiem, bo emituje różne gazy cieplarniane, a te z kolei prowadzą do ocieplania klimatu. Jakiekolwiek argumenty, a to, że klimat bywał dużo cieplejszy niż dziś, ale i zimniejszy i to bez wpływu człowieka, nie ma sensu, bo z jednej strony mamy cwaniaków-aferałów, a z drugiej pożytecznych idiotów. Nawet argument, że wskutek tego założenia człowiek dla Gai jest największym wrogiem, a skoro tak, należy go wytępić, na niewiele się zda.
To tak jak z rynkiem odpadów, dochodowym, ale żeby o tym aspekcie lud nie myślał, stworzono legendę o zanieczyszczeniu i aby ją uwiarygodnić kazano ludziom babrać się w śmieciach nazywając to segregacją.

Chodzi nie tylko o pieniądze
Trzeba przyznać, że gdyby rząd włożył tyle energii w rozwiązywanie drobnych, ludzkich problemów, jaki wkłada w promowanie szczypawek, efekt byłby dużo lepszy. Tymczasem ani jedno ani drugie jakoś nie wychodzi, bo to pierwsze władza ma gdzieś, a sprzeciw wobec szczypawek narasta. Przyczyna jest prosta: coraz więcej ludzi widzi, że zostało zrobionych w balona. Rok temu, kiedy szczypawkowanie dopiero co startowało, minister od chorób zapewniał, że kto się temu eksperymentowi podda, będzie mógł żyć normalnie, bez żadnych restrykcji. Minął rok, a tu nacisk na noszenie nic nie dających, a nawet szkodliwych masek nie tylko nie zelżał, ale się nasilił.
O normalności przestano mówić, tak samo jak o tym, że „szczepionki” zlikwidują transmisję wirusa, o czym zapewniano na początku. Potem zapewniano, że szczepienie uchroni przed chorobami, aby potem zmienić na zachorowanie, ale lekkie. Nic się nie sprawdziło. W pełni zaszczypankowani muszą wziąć trzecią dawkę (w niektórych krajach już czwartą), a końca nie widać. Oznacza to, że firmy produkujące dążą do osiągnięcia jak największych zysków w maksymalnie wydłużonym czasie, ale nie tylko o to.
Arcybiskup Carlo Maria Vigan zauważył, że „Obecność grafenu w podawanych dawkach, odnotowana przez liczne laboratoria, które analizowały jego zawartość, sugeruje, że przymusowe stosowanie tzw. szczepionek – wraz z systematycznym bojkotem istniejących terapii o udowodnionej skuteczności – służy kontaktowemu śledzeniu wszystkich zaszczepionych istot ludzkich na całym świecie, które będą lub już są podłączone do Internetu Rzeczy za pomocą kwantowego łącza pulsujących mikrofal o częstotliwości 2,4 GHz lub wyższych, z wież telefonii komórkowej i satelitów. Na dowód, że informacja ta nie jest owocem fantazji jakiegoś teoretyka spiskowego, powinniście wiedzieć, że Unia Europejska wybrała do wprowadzenia dwa projekty poświęcone innowacjom technologicznym: „Ludzki Mózg” i „Grafen”. Te dwa projekty otrzymają po jednym miliardzie euro dofinansowania w ciągu najbliższych dziesięciu lat”.

(Autor prezentuje własne poglądy.)

Wydania: