A co tam w Różanym Dworze...

Autor: 
Monika Maciejczyk
u Veroćki.jpg

Trzy fotografie na Koniec Świata czyli czeski spacer z Antonim Matuszkiewiczem. Wspomnienia … i co też wymyśliła Vera Kopecka przed laty czyli czeski spacer z Antonim Matuszkiewiczem i co z tego wyniknęło dla literatury polsko-czeskiej i filozofii życia. A też o tym, że cel nie uświęca środków i ważnym nie jest w obliczu drogi, którą obraliśmy by dojść do celu.

Bowiem ważna jest droga i tylko ona się liczy. Zła lub dobra w bajkach, a w życiu ta prawdziwa... w cieniach szarości i nielicznych blaskach. Ciężka i znojna. Niebezpieczna. Czasem pogodna i radości pełna. Droga życia. Na podobieństwo drogi prawdziwej. Takiej co poprzez lasy i pola wiedzie. Traktem szerokim bezpiecznym, niespodziewanie przechodzącym w górskie ścieżki nad urwiskiem. Poprzez pola słońca pełne i letniej pogody, poprzez śnieżyce mroźne i zamieć, w nocy i we mgle. Poprzez bory i knieje, gdzie czyha coś niepoznanego... groźnego i stanowiącego wyzwanie. Tak też jest i z drogą życia. Spójrzmy co dzisiaj wokół nas. Tuż obok. Spójrzmy na ludzi zacnych, na głowy w wieńce laurowe ubrane. Tych co na koniec życia w chwale i sławie pozostać mieli. Tyle pracy znojnej, codziennej, tyle dobra uczynionego... a jednak, gdzieś tam po drodze zbłądzili. Ludzka to rzecz. A jednak. Czasy nasze to Chwila Prawdy. Prawdy co odsłania wszystko to, co chcielibyśmy ukryć. Mieliśmy nadzieję, że nikt nie widział, nie słyszał i że błąd utonie w wielkim morzu dobra. A ja patrzę ze zdziwieniem tu i tam, w ten czas niespokojny... jak w gruzach leżą pomniki, strącone wieńce laurowe... i wieje wiatr historii. Okrutny i zimny. Upadają najwięksi. Giganci i ci co wyrośli wysoko ponad. A przecie doszli do celu. A cel słodki, dobry i zacny. I miało to być na zawsze.
W życiu naszym jednak nic stałego. Nic... na zawsze.
Jest tylko Droga i to ona najważniejsza. Mądra i dobra. Uważna. Rozważna. Bardziej rozpoznasz ją sercem niźli rozumem. A gdy nie wiesz co masz uczynić i którą drogą dalej pójść, to stań i usiądź na przydrożnym kamieniu. I zastygnij w kształt jako... Myśliciel, rzeźba Auguste’a Rodina, przedstawiająca zamyślonego mężczyznę zmagającego się z przejmującym wewnętrznym konfliktem, uważana za symbol filozofii i pomyśl głęboko zanim postawisz następny krok.
Ludzkim jest podążać do celu... lecz liczy się tylko Droga i to jak przemierzysz ją w życiu swoim. I jakie pozostawisz ślady stóp.
Pewnego słonecznego dnia w czeskich Krinicach na lotnisku szybowców, co tam wysoko w powietrzu losy świata ważą... tam to przy stoliczku skromnym, ceratką nakrytym spłynął jakoby z nieba samego na naszą Veroćkę kochaną pomysł co wydał owoce. A to spojrzała Vera najpierw na mnie, później na Antoniego Matuszkiewicza i rzekła... pójdziecie na spacer. W pola, drogami gdzie was oczy poniosą i każde z was, gdy zobaczy coś godnego uwagi, przystanie, zasłoni oczy drugiemu i po chwili odsłoni. Tak, aby mógł spojrzeć i zrozumieć. Tak, czy inaczej. Podług siebie. I co z tego powstanie. Tu Vera uśmiechnęła się tajemniczo i pogrążyła w myślach, co było akordem i znakiem końca tej rozmowy. I poszliśmy...

Różany Dwór, Polanica – 21 grudnia 2012 r.
Opowieści na Koniec Świata... /zapis autorski z 2012 roku/
Trzy fotografie na Koniec Świata...

Dzień był piękny. Wierzący powiedzieliby, że podarowany. Niewierzący, że był wynikiem manifestacji materialistycznego oblicza rachunku prawdopodobieństwa, pozbawionego jakiejkolwiek ingerencji ponadnaturalnej. Jednak, nie podążając już dalej tą ścieżką... można było stwierdzić, że Dzień naprawdę był piękny.
Nasycony słońcem i jesienny. Złociście promienny... Bowiem światło słoneczne oświetlając najbardziej znikome i szare rzeczy... sprawia, że rzeźbią się w strukturze Dnia – w Przestrzeni, nabierając kształtów i znaczeń, o jakie nigdy byśmy ich nie podejrzewali.
Szliśmy z Przyjacielem... w tej dojrzałej jesieni, a Droga nasza była w chwili tej... Centrum Naszego Universum. A wszystko co wokół nas... nabierało znaczeń tak intensywnie jak barwy jesieni. A im dalej od owego subiectum, od tego maleńkiego pępka świata naszej obecności, tym sprawy mniejsze były, prawie niewidoczne i zwalniając... oscylowały na dalekich krańcach... jak średniowieczne Smoki na rubieżach ziemi.
I przemieszczało się owo Universum, a jak wolicie... pępek świata... w czasie i przestrzeni wraz z dwiema idącymi Drogą postaciami nie rzucającymi cienia... być może, dlatego iż słońce było w zenicie.
I pomyślałam wtedy po raz pierwszy... Nie Cel... Ale Droga... wędrowanie...
A Cel uświęcał środki. Podobnie jak to w życiu bywa. To było polowanie... Polowanie na chwile. Myślicie pewnie, że chwile przemijają i, że to najmniejsze cząstki naszej wędrówki poprzez czas. Nasze życie składa się z nich jak film z maleńkich zamkniętych klatek kadru... Chwile jednak są wieczne, a zapis ich jest rejestracją uczestnictwa zdarzeń. Chwile są żywe. One żyją naszym życiem. Zapadają w nas głęboko, a kształt ich nigdy nie zastyga jednoznacznie, ulegając transformacjom naszego umysłu.
Wieczne, wieczne chwile... te zapisane. Pozostałe umierają wraz ze śmiercią ostatniego uczestnika zdarzeń. A może gdzieś istnieje zapis obiektywny ujmujący je w ramy.
Szliśmy słoneczną Drogą, a oczy nasze błyszczały i wszystko wokół wibrowało, nasycone złocistym światłem. Pachniały liście i trawy, a barwy przepełniały uczuciem szczęścia.
Myśleliśmy o celu Drogi. Bo któż by nie myślał? Zawsze, idąc każdą z naszych dróg, myślimy o Celu. I wtedy pomyślałam po raz drugi, że nie cel jest ważny, tylko wędrowanie. Nie Cel... ale Droga... samo wędrowanie.
Rozmowa wypełniła przestrzeń, przesiąkając przez kształty i barwy, wplatając się w materię chwil. Bo, gdy spotka się dwoje ludzi na drodze tej samej, na chwilę, która nie umiera nigdy, to... tworzą się Nowe Światy. Nowe Przestrzenie Energii. Rodzą się Idee... Rodzą się ... bowiem spotyka się energia. Przenika nawzajem...walcząc ze sobą o prymat – lub się pokonując. Przepływa przez siebie, wplatając w świetlistość kwantów. Maleńkie lśniące kwanty, rodzą się i pozostają już na zawsze, żyjąc własnym życiem. Rodzą się i wpisują w architekturę powietrza wokół nas, w architekturę chwili, dnia, czasu i świata. Jak najdrobniejsze pyłki, które same w sobie nic nie znaczą ale są treścią i istotą największych Gmachów Ducha... jak Bozony Higgsa w świecie materii – tworzące struktury Wszechświatów.
Myśl, to energia. Wygenerowana, zastyga w kształt Wieczności.
Jesień pulsowała słońcem. Położyłeś chłodną dłoń na moim czole, zamykając mi oczy. Zapadła ciemność pełna czerwono-złotych słońc. Gdy podniosłam powieki... światło wdarło się manifestując obraz. I była to odsłona pierwsza. Powiedziałeś... zapamiętaj. To była droga polna. W słońcu... w oddali, na horyzoncie, malował się cudny obraz... sielski złoto-błękitny i poprzecinany strzelistością zielonych topoli... aż do samego nieba. I to była Pierwsza Obietnica. I znów wędrowanie...
Po chwili zasłoniłeś moje oczy po raz drugi. A gdy ponownie wtargnęło światło, wibrującą, zuchwałą jasnością ... była to odsłona druga. Ujrzałam kapliczkę przydrożną.
Na krzyżu kamiennym... w tym rozśpiewanym słońcem świecie... Chrystus bolesny zawisł umęczony... Na Wieczność... W świetle i w mroku. Dniem i Nocą, aż do skończenia czasów. I ciałem mówił bezgłośnie i krzykiem ciszy wołał, że droga to męka... a cel to wyzwolenie nadzieją i szczęściem. To Zbawienie... Tam daleko i później, i u kresu... Tam w oddali. To była Druga Obietnica.
Smutek cierpienia wkradł się i rzeźbił chwilę. A ona trwała. I szliśmy, szliśmy... dalej i dalej.
I po raz ostatni zasłoniłeś me oczy. A gdy cofnąłeś rękę... ukazała się odsłona trzecia.
W trawie przydrożnej rósł grzyb. Niejadalny... Patrzyliśmy na jego samotność.
I wtedy powiedziałeś ... Wiesz, że aby przekazać życie ... sam musi zginąć. I to była Trzecia Obietnica.
I smutek opadł i osaczył myśli. Bo śmierć... życie rodzi nowe. Tam gdzieś w przyszłości... tam gdzieś w czasie, który się jeszcze nie wyrzeźbił i nie odsłonił...
Tam gdzie niepoznane. I iść należy, by dojść do celu. Bo, tam, tam szczęście czeka i spełnienie.
Tam u Celu, u kresu. Tam wszystko znajdziecie. Tam Wiara i Marzenia, Sny i Nieba nasze. Wszystko co kochacie... Tam spełnią się pragnienia i tam komnaty pełne tego wszystkiego co w drodze zgubiliście, tam wszystko na co czekacie...
A więc w Drogę...
I pomyślałam wtedy po raz trzeci.
I to, mówię Wam dzisiaj i teraz ... tu, o tym czasie, że... Droga, to wędrowanie.... To sens. To cel istnienia. Cel... To wędrowanie.
I nie czekajcie na Koniec Świata...Radujcie się każdym dniem i każdą chwilą pod słońcem i pod księżycem, pod gwiazdami. Radujcie się Drogą póki trwa, życiem i wędrowaniem.

na zdjęciu: Czeskie Krinice – Monika, Vera i Antoni

Wydania: