I w Zabytkowicach można być szczęśliwym czyli Mietek Kowalcze w cyklu: tygodniowe lektury
Tak twierdzi autorka książki "Wandzia Węszynos i wyjce z miasteczka" Agnieszka Urbańska. Czy ma rację? O tym za chwilę, bo powodów ukontentowania w dzisiejszych "Lekturach" jest kilka. Wszystkie zaś mają związek z proponowaną powieścią. Kryminalną, należy dodać. Najpierw o tej radości, która bierze się z samego czytania. Spotykania z książkami, twórcami i innymi czytającymi. Wiadomo, że najlepiej własne zdanie można sobie wyrobić w trakcie, no i po przeczytaniu całości, ale kiedy jeszcze możemy z kimś o książce porozmawiać, to już pełnia czytelniczego szczęścia. Ba, a jeśli jeszcze pisarka/pisarz są osobiście dostępni - czegóż trzeba więcej? Bo przecież Agnieszka Urbańska to kłodzczanka i może z nią osobiście uda się PT Czytelniczkom/Czytelnikom spotkać na rozmowie, na spacerze, na spotkaniu autorskim. I wtedy o szczęściu, pisaniu i paru sprawach porozmawiać. Tyle o radości czytelniczej, która od razu pojawia się przy lekturze jej najnowszej książki. Czas na to szczęście, o którym w tytule. No bo jakież warunki muszą zostać spełnione, żeby nie opuszczał nas dobry nastrój w Zabytkowicach, czy w każdym innym miejscu? Pooglądajmy sobie co nieco powieściowych szczegółów. Dodam tylko dla porządku, że "Wandzia Węszynos i wyjce z miasteczka" to powieść detektywistyczna (tom I z czterech zaplanowanych) dla młodych czytelników. Ze wszystkimi klasycznymi, niezbędnymi ingrediencjami. A nawet niespodziewanym, interesującym dodatkiem. Dydaktycznym. Najpierw więc bohaterowie. Mamy przed sobą niezły przegląd zachowań i charakterów, które łączy jedno. Od najmłodszych po najstarszych z entuzjazmem i zaangażowaniem traktują swoje zajęcia i pasje. W ich prezentowaniu zaś ujawnia się ważna cecha "Wandzi". Otóż za autorką odczuwamy sympatię dla bohaterów, wizerunki wszystkich są ciepłe i przyjazne, więc śmiało można uogólnić - ludzie w Zabytkowicach są życzliwie i przyjaźnie nastawieni do świata i do innych. Sam świat też jest niezwykle pogodny. To prawda, doda ktoś, że oglądany z perspektywa dziecka, ale to w niczym nie zmienia naszego odbioru - chcemy podążać ulicami takiego miasteczka, spotykać mieszkańców, bo to po prostu szczęśliwe miejsce. A przygody? No cóż, "zbrodnią" byłoby opowiadać detektywistyczne perypetie tytułowej bohaterki, wystarczy jedynie napomknąć, że poziom jej skojarzeń, gromadzenia pomysłów-hipotez, wreszcie sposób rozwiązywania zagadek przywołują najlepsze wzorce. Na przykład Adama Cisowskiego - postaci stworzonej przez Kornela Makuszyńskiego. Dołóżmy jeszcze do tego opinię o języku tej powieści dla młodych (choć zapewne nie tylko) czytelniczek i czytelników. Staranny, używany dowcipnie, lekko i z tym, co zwykle lubimy, to znaczy z bogatymi, różnorodnymi skojarzeniami. To nasz kolejny czytelniczy przyjaciel wzięty z tej książki. Na zakończenie przekonywania w "Lekturach" do przeczytania powieści Agnieszki Urbańskiej jeszcze dwie sprawy. Pierwsza. Kiedy w tekstach literackich pojawiają się obrazy Kłodzka, takie zarysowane wprost lub lekko zakamuflowane, to serce rośnie. Bez wątpienia. Akcja "Wandzi" toczy się w Zabytkowicach, które w kilku co najmniej szczegółach jako żywo przypominają nasze miasto. Warto sprawdzić co mam na myśli. I druga sprawa. Autorka podsuwa pomysł na bardzo skuteczną promocję miasta. Co jest jej istotą w sferze PR pozostawiam bez wyjaśnienia, żeby nie zdradzać za dużo, podam jednak jego najistotniejszy, prosty warunek. Otóż trzeba w tej materii wspólnego zaangażowania mieszkańców. Autorka sugeruje nawet konkretne osoby. Jakie? Zerknijcie do książki, z tego powodu także. Czy ta garść opinii przekonuje, że można być szczęśliwym zarówno jako czytelnik, a także jako mieszkaniec Zabytkowic (Kłodzka)? Warto to osobiście zweryfikować.
Agnieszka Urbańska, Wandzia Węszynos i wyjce z miasteczka. Wydawnictwo Skrzat, Kraków 2016.