Mietek Kowalcze: Suplementy czeskie. Odcinek X
Zostańmy w naszym wspólnym suplementowaniu przy literaturze. Toż to przecież zasadniczy cel całości. Po Marku Šindelce, w poprzednim odcinku, teraz Josef Škvorecky (miejsce urodzenia nieodległy Nachod). Wspominaliśmy już w tym cyklu o tym, że jego "Scherzo capriccioso" - niedawno wydane przez Książkowe Klimaty w tłumaczeniu Andrzeja S. Jagodzińskiego - będzie krótko zaprezentowane. No to jest.
"Scherzo capriccioso. Wesoła fantazja na temat Dvořáka" to przykład fabuły, którą czyta się tak, jakbyśmy mieli do czynienia z układaniem (szyciem) sympatycznego w kolorach i kształtach patchworka. Co się na to składa? Zapewne wybór najlepszych kawałków różnych mniej lub bardziej szlachetnych "tkanin" składających się na biografię autora wyjątkowego Koncertu wiolonczelowego h-moll. Pisarz dobierający takie właśnie wyimki z całości, komponujący z nich wartościową, pełną zwrotów, ciekawych postaci, anegdot i spostrzeżeń całość bezapelacyjnie zasługuje na czytelniczy szacunek. I na przeczytanie. Opiszmy kilka - i krótko - wrażeń z lektury. Josef Škvorecky mistrz obserwacji, lapidarnego, czasem dosadnego budowania fabuły prowadzi nas zasadniczo przez amerykański okres twórczości i życia najsłynniejszego kompozytora czeskiego. Tak więc podglądamy na przykład tę materię, która pokazuje obyczaje i mentalność mistrza, jego charakter, temperament i przyzwyczajenia. Ba, niezwykłe, czasem urwisowskie pomysły, także te pozaartystyczne. Zaraz obok dostrzeżemy wpływ rodziny, czytaj: żony, w mniejszym stopniu licznego potomstwa, czytaj: córek. Wszystko to w ciekawie odtwarzanym różnorodnym otoczeniu - w Stanach Zjednoczonych schyłku XIX wieku. W tej warstwie powieści widać znakomitą "robotę" autora. Nazywam to rzemieślniczym, czyli bardzo skrupulatnym rysunkiem miejsc, postaci, a nawet procesów społecznych. Co kryje się za tym ostatnim określeniem suplemenciarza? Ano to, że od samego początku Škvorecky realizuje pomysł-hipotezę według której kompozytor- autor symfonii "Z Nowego Świata" zakochał się i następnie włączył do kręgu inspiracji muzykę czarnoskórych mieszkańców USA.
Jeszcze jedna patchworkowa łata bardzo się udała autorowi "Batalionu czołgów". Mianowicie świetne podpatrzenie, a później zaprezentowanie cech narodowych kilku nacji. W przypadku Dvořáka zaniesionych w niezmienionej formie za ocean. Ba, w tej sferze zachwyca kulturowa i językowa niepodległość głównego bohatera, w praktyce wyrażana między innymi stanowczym sprzeciwem - jestem Czechem, nie jestem Niemcem/Austriakiem - powtarza niejednokrotnie. Tyle wystarczy. Patchwork został ogólnie obejrzany. PT Czytelniczki i PT Czytelnicy zapewniam, że bardzo interesujący, fantazyjny. Warto jeszcze dodać, że w oryginalnym podtytule autor użył słowa "sen".
PS Skorzystajcie, na wszelki wypadek, ze znanej formuły wykrzykiwanej przy suplementach i innych pigułkach: sama/sam zapoznaj się z zawartością. Nie pytaj recenzentów i omawiaczy książek, bo nadmierne zaufanie do ich opinii może powodować nieodwracalną niechęć do porządnych fabuł. A te wciąż istnieją.