Człowieczy los (cz.VI)
Od wyjazdu w 1941 roku przez 18. lat Mama bardzo rzadko kontaktowała się ze swoją rodziną. Na początku obwiała się, że władze Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) zmuszą ją do powrotu, później „zimna wojna” i utrudniona nawet korespondencja. Dopiero w 1959 roku wybraliśmy się razem z Mamą w podróż do kraju jej dzieciństwa.
Długo trwała ta podróż z różnymi przerwami na dworcach we Lwowie i Kijowie. Rodzina do końca nie wiedziała kiedy dokładnie przyjedziemy. Do Szpoły, która leży na trasie Lwów - Symferopol przyjeżdżało kilka pociągów na dobę.
Dla rodziny, znajomych i dalszych krewnych nasz przyjazd z „zachodu” po 18. latach był wielkim wydarzeniem jak na skalę małego miasteczka. Na stacji w mieście przez dwie doby wychodziło kilkadziesiąt osób z „garmonistom” na czele. No i wreszcie przyjechałyśmy. Powitanie niesamowite - płaczom i radości nie było końca. I Babuszka wciąż powtarzająca - „ja cię Lida dzieckiem pożegnałam a ty wracasz już po latach ze swoim dzieckiem”.
Byłyśmy w rodzinnych stronach Mamy przez miesiąc. Trzy tygodnie trwały powitania - całymi dniami spotkania, wspominanie, odwiedziny, a wieczorami zabawa przy harmonii i śpiewy przy bałałajce. Bracia Mamy oddziedziczyli po Babuszce talent do śpiewu i tańca.
Rozpacz zaczęła się w czwartym tygodniu gdy zaczynał się zbliżać czas wyjazdu. Spotkania i wizyty odbywały się ciągle, ale głównie towarzyszył im płacz - taka to już wschodnia natura słowiańska.
Do pociągu odprowadził nas tłum z tym samym harmonistą, który nas witał. W pociągu przepłakałyśmy się z Mamą całą drogę aż do Przemyśla.
W Polsce myślałyśmy już o naszym Kletnie, o Tacie i Gienku i zastanawiałyśmy się, jakie porządki po miesiącu nieobecności zastaniemy.
Niestety, tak silne przeżycia spowodowały u Mamy silny wstrząs - odezwała się choroba z dzieciństwa i Mama już do końca życia zmagała się z astmą.
W następnych latach jeszcze kilka razy odwiedziła nas rodzina z Ukrainy. Babuszka i siostra Mamy z rodziną były u nas po dwa razy. Mama w rodzinne strony pojechała jeszcze raz, a ja tam byłam sama jeszcze raz po latach. Gienek był w Szpole ze swoimi dziećmi kilka razy.
Czas beztroski, czas dzieciństwa szybko mija. najpierw wyjechał z domu Gienek - rozpoczął naukę w Liceum Pedagogicznym w Kłodzku i zamieszkał w internacie. W domu pojawiał się w soboty i niedziele a później coraz rzadziej.
Po 5. latach ja sobie wymyśliłam, że muszę zostać geologiem i wieku 14. lat rozpoczęłam naukę w Technikum Geologicznym i zamieszkałam na stancji we Wrocławiu. W domu u Rodziców pojawiałam się raz w miesiącu - cierpiała z tego powodu moja Mama. A ja mogłam to zrozumieć od czasu, kiedy mam własne dzieci.
Chata w Kletnie opustoszała. Tylko w okresie świąt i wakacji żyła dawnym rytmem. Wtedy znów było radośnie
i gwarno, no i pełno gdyż przy okazji naszych z Gienkiem przyjazdów przyjeżdżali też nasi koledzy i koleżanki.
A w październiku 1966 r. w czasie jednego z odstrzałów w pobliskim kamieniołomie marmuru odkryto jaskinię....